4 kom= next
Wasze komentarze motywują do dalszej pracy :)
~----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Rozbierz jej słowa ze strachu i krzyku, niech staną przed Tobą nagie, bezbronne
A Ty je szeptem otul, ukołysz w kocyku, niech się nie błąkają bezdomne
Nie chce mnie znać. Nie życzyła sobie mojego towarzystwa, bała się.Wyszedłem z mieszkania Em, śmiało podążając w stronę parku. Nie mogłem się spóźnić na spotkanie z Joshem. Dowiedział się, że moja działalność w tym biznesie się kończy, nie chciał tego. Duże pieniądze, które uzyskał za pomocą mojego pośrednictwa w tym gównie przynosiły mu ogromne korzyści. Zobaczyłem go opierającego się o jedno z drzew.-Styles, Styles, Styles…- jego cichy ale zarazem donośny głos zabrzmiał mi w uszach, kiedy się do niego zbliżałem.
-Dostaniesz swoje pieniądze ostatni raz, potem nasze drogi się rozejdą Josh.- rzuciłem. Jego ramiona pokryte tatuażami napięły się, kiedy skrzyżował ręce na klatce.
-Nie wydaje mi się Styles.
-A mi owszem, ostatni przelew, jutro. Potem koniec umowy.- zaśmiał się szyderczo na moje słowa. Odwróciłem się ruszając w przeciwną stronę.
-Ty śmieciu.- krzykną i rzucił się na mnie, okładając pięściami.
---------------------------------------------------------------------------------------------
Czułam się ,źle. Czułam, że Harry potrzebuje mnie i mojej pomocy. Chciałam zrozumieć jego słowa, odczytać jego gesty i podać czystą kartę, by wiedział, że może na mnie polegać. Bez zastanowienia wybiegłam z domu. Moje nogi z łatwością pokonywały kolejne metry. Oszukałabym się gdybym powiedziała, że mi nie zależy. Zależy i to za bardzo. Moje ciało powoli opadało z sił. Zwolniłam tempo.
-Podpisaliśmy umowę, pamiętasz?- ciężki, męski głos dobiegł do moich uszu. Jęki, i łomoty dobiegały z parku.
-Nasza umowa została zerwana Josh!- O Boże! To był głos Harreg’o. Ruszyłam w stronę ogromnego drzewa. To co zobaczyłam. Ciało Harrego leżało pozwijane na trawie, podczas gdy jakiś mężczyzna okładał go pięściami.
-Harry! – nie myślałam logicznie. Ruszyłam w stronę jego pozwijanego ciała.
-Em, Em odsuń się.!
-O proszę! Do tego doszło, że dziewczyna musi Cię bronić.- szyderczy ton jego głosu, wzbudził jeszcze większą odrazę. – Ślicznotka.- cofnęłam się, kiedy ruszył w moją stronę.
-Jeszcze z tobą nie skończyłem Styles.- rzucił i spluną na ziemię, po sekundzie już go nie było. Cała twarz Harreg’o pokryta była krwią.
-Harry, proszę..proszę otwórz oczy. – niemalże błagałam. Łzy, które wypływały z moich oczu spadały na jego policzki, kiedy klęczałam nad nim. O Boże.
Męczyłam się, co chwilę poprawiając jego ramię. Posiniaczone oczy były lekko otwarte, kiedy bełkotał pod nosem. Ledwo byłam w stanie dojść z nim do mojego pokoju, schody okazały się być największą przeszkodą. Położyłam go delikatnie na łóżku, ściągając jego buty. Penetrowałam szafki w poszukiwaniu gazików i wody utlenionej, kiedy już znalazłam wróciłam do Harreg’o. Jego czy były otwarte, jakby próbował przyzwyczaić się do otoczenia. Mimo siniaków, i krwi rozmazanej na policzkach wyglądał pięknie.
-Em…- cichy ledwo słyszalny głos wydostał się z pomiędzy napuchniętych warg.
-Spokojnie Harry.- szepnęłam przykładając nasączony gazik do rany na policzku. Syknął z bólu, lekko odsuwając swoją twarz od gazika. Poddał się w końcu mojemu zabiegowi, kładąc głowę z powrotem na poduszce.
-Przepraszam Em…
-Jest w porządku Harry, spokojnie.- szepnęłam odstawiając wodę utlenioną na szafkę obok łóżka. Położyłam się obok Harreg’o przykrywając nas kołdrą. Objął mnie swoim ramieniem, delikatnie przyciągając mnie do swojego ciała. Nie byłam pewna co do niego czuję, nie wiem co ciągnęło mnie do niego tak bardzo. Mieć uczucie, że się jest spętanym, a równocześnie inne uczucie, że po uwolnieniu z pęt byłoby jeszcze gorzej.