sobota, 21 września 2013

Rozdział 10.

Cześć, przed wami rozdział 10, przepraszam za przerwę. 
4 kom= next
Wasze komentarze motywują do dalszej pracy :)
~----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Roz­bierz jej słowa ze strachu i krzy­ku, niech staną przed Tobą na­gie, bezbronne
             A Ty je szep­tem otul, ukołysz w ko­cyku, niech się nie błąkają bezdomne 
 Nie chce mnie znać. Nie życzyła sobie mojego towarzystwa, bała się.Wyszedłem z mieszkania Em, śmiało podążając w stronę parku. Nie mogłem się spóźnić na spotkanie z Joshem. Dowiedział się, że moja działalność w tym biznesie się kończy, nie chciał tego. Duże pieniądze, które uzyskał za pomocą mojego pośrednictwa w tym gównie przynosiły mu ogromne korzyści. Zobaczyłem go opierającego się o jedno z drzew.
-Styles, Styles, Styles…- jego cichy ale zarazem donośny głos zabrzmiał mi w uszach, kiedy się do niego zbliżałem. 
-Dostaniesz swoje pieniądze ostatni raz, potem nasze drogi się rozejdą Josh.- rzuciłem. Jego ramiona pokryte tatuażami napięły się, kiedy skrzyżował ręce na klatce. 
-Nie wydaje mi się Styles.
-A mi owszem, ostatni przelew, jutro. Potem koniec umowy.- zaśmiał się szyderczo na moje słowa. Odwróciłem się ruszając w przeciwną stronę.
-Ty śmieciu.- krzykną i rzucił się na mnie, okładając pięściami.
---------------------------------------------------------------------------------------------
Czułam się ,źle. Czułam, że Harry potrzebuje mnie i mojej pomocy. Chciałam zrozumieć jego słowa, odczytać jego gesty i podać czystą kartę, by wiedział, że może na mnie polegać. Bez zastanowienia wybiegłam z domu. Moje nogi z łatwością pokonywały kolejne metry. Oszukałabym się gdybym powiedziała, że mi nie zależy. Zależy i to za bardzo. Moje ciało powoli opadało z sił. Zwolniłam tempo. 
-Podpisaliśmy umowę, pamiętasz?- ciężki, męski głos dobiegł do moich uszu. Jęki, i łomoty dobiegały z parku.
-Nasza umowa została zerwana Josh!- O Boże! To był głos Harreg’o. Ruszyłam w stronę ogromnego drzewa. To co zobaczyłam. Ciało Harrego leżało pozwijane na trawie, podczas gdy jakiś mężczyzna okładał go pięściami.
-Harry! – nie myślałam logicznie. Ruszyłam w stronę jego pozwijanego ciała.
-Em, Em odsuń się.!
-O proszę! Do tego doszło, że dziewczyna musi Cię bronić.- szyderczy ton jego głosu, wzbudził jeszcze większą odrazę. – Ślicznotka.- cofnęłam się, kiedy ruszył w moją stronę.
-Jeszcze z tobą nie skończyłem Styles.- rzucił i spluną na ziemię, po sekundzie już go nie było.  Cała twarz Harreg’o pokryta była krwią. 
-Harry, proszę..proszę otwórz oczy. – niemalże błagałam. Łzy, które wypływały z moich oczu spadały na jego policzki, kiedy klęczałam nad nim. O Boże.
Męczyłam się, co chwilę poprawiając jego ramię. Posiniaczone oczy były lekko otwarte, kiedy bełkotał pod nosem.  Ledwo byłam w stanie dojść z nim do mojego pokoju, schody okazały się być największą przeszkodą. Położyłam go delikatnie na łóżku, ściągając jego buty. Penetrowałam szafki w poszukiwaniu gazików i wody utlenionej, kiedy już znalazłam wróciłam do Harreg’o. Jego czy były otwarte, jakby próbował przyzwyczaić się do otoczenia. Mimo siniaków, i krwi rozmazanej na policzkach wyglądał pięknie. 
-Em…- cichy ledwo słyszalny głos wydostał się z pomiędzy napuchniętych warg.
-Spokojnie Harry.- szepnęłam przykładając nasączony gazik do rany na policzku. Syknął z bólu, lekko odsuwając swoją twarz od gazika. Poddał się w końcu mojemu zabiegowi, kładąc głowę z powrotem na poduszce. 
-Przepraszam Em…
-Jest w porządku Harry, spokojnie.- szepnęłam odstawiając wodę utlenioną na szafkę obok łóżka. Położyłam się obok Harreg’o przykrywając nas kołdrą. Objął mnie swoim ramieniem, delikatnie przyciągając mnie do swojego ciała. Nie byłam pewna co do niego czuję, nie wiem co ciągnęło mnie do niego tak bardzo. Mieć uczu­cie, że się jest spęta­nym, a równocześnie in­ne uczu­cie, że po uwol­nieniu z pęt byłoby jeszcze gorzej. 

piątek, 13 września 2013

Rozdział 09.

Przepraszam za długą przerwę.
3 kom= next :)
Wasze komentarze motywują do dalszej pracy.
~-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Biegłam ile sił w nogach, aby zwiększyć dystans między mną a Harrym. Bałam się. Strach, który zawładną moim ciałem był tak duży, że nawet nie zwracałam uwagi na palący ból w płucach, chęć bycia jak najdalej od niego zwyciężała nad poczuciem chwilowego dyskomfortu. 
***
Pomachałam na pożegnanie do Jade, powolnym krokiem ruszając w stronę przystanku. Sytuacja w dzisiejszego poranka dalej siedziała mi w głowie, ukrywałam moje zdenerwowanie w pracy. Nie chciałam żeby ktokolwiek dowiedział się o Harrym. Ja też nie chcę mieć nic z nim wspólnego. 
-Cześć Skarbie.- moje serca zakołatało 3 razy szybciej. Zacisnęłam powieki, kiedy poczułam jak jego pełne usta delikatnie docisnęły się do mojego policzka. Poczułam się źle, kiedy jego ciepłe wargi cmoknęły moje zanim całkiem się odsunął. Nie miałam innego wyjścia. Harry nie miał czasu na zorientowanie się, kiedy w sekundzie rzuciłam się do ucieczki. Mój niski wzrost umożliwił mi wtopienie się w tłum, kiedy sprawnie poruszałam się między ludźmi. 
-Em!- jego głos był świetnie słyszalny. Był blisko, za blisko. Mocny uścisk na ramieniu zatrzymał moje chaotycznie kroki.
-Daj mi się wytłumaczyć.
-Nie ma czego tłumaczyć, daj mi spokój.-  Zacisnęłam mocno powieki. Nie chciałam aby widział jak płaczę- płaczę z jego powodu. Byłam zła. Do czasu, kiedy się nie odwróciłam. Moim oczom ukazał się Harry, w rzeczy samej. Jego szmaragdowe tęczówki lśniły się od natłoku łez, które bezkarnie spływały, po zarumienionych policzkach. Oddychał ciężko, nieregularnie. Już dawno puścił moje ramie. Stał tak po prostu, patrzył na mnie, podczas gdy ja nie wiedziałam co robić.
-Nie zostawiaj mnie…- rzucił cicho. Brzmiało to trochę jak ostrzeżenie. Moje obawy, strach, lekka odraza minęły, pękły. – Pomóż mi.- Zamarłam. Sposób w jaki te słowa opuszczały jego usta. Prosił mnie o pomoc. Kiwnęłam głową, wtulając się w jego tors. Zaśmiał się cichutko zanim objął mnie ramionami, Jego łzy kapały na moje czoło. Nie dbałam o to. Jedynie nad czym myślałam, to jego prośba. Prośba o pomoc. Potrzebował mnie. 
-Wracajmy do domu księżniczko.- szepnął. Oderwałam się od niego niechętnie, chowając ręce w kieszeniach. Jesienna pogoda dawała o sobie znać. Zaśmiał się, kręcąc głową. Wyjął moją dłoń z kieszeni, natychmiastowo splatając nasze palce. Uśmiechnął się do mnie serdecznie lekko ciągnąć w stronę samochodu. Moje zachowanie było nieodpowiednie, zadaję się z osobą, która jest najprawdopodobniej uzależniona od narkotyków, ale moja pomoc była mu potrzebna. A ja chciałam mu ją ofiarować. 
- Może wejdziesz?- spytałam kiedy staliśmy już pod moim domem. Harry wydawał się być trochę przybity. Położyłam dłoń na jego kolanie lekko go ściskając. Próbowałam mu dodać trochę otuchy, co poskutkowało. Ogromny uśmiech zagościł na jego twarzy. Pokiwał głową, wysiadając z samochodu, otworzył mi drzwi, lekko podtrzymując w talii, kiedy wysiadałam. 
Postawiłam przed nim kubek herbaty, kiedy siedzieliśmy już w kuchni. Ślepo wpatrywał się w okno, chcąc uniknąć kontaktu wzrokowego ze mną. Wiedział o co zapytam. Mogłabym przysiąc, że wyczuł moje rosnące poirytowanie, kiedy dalej siedział wlepiając wzrok za okno. 
-Harry, czy.. czy ty..-nie byłam w stanie dokończyć. 
-Nie Em, nie jestem uzależniony. – Zaprzeczył szybko i natychmiast odwrócił głowę w moją stronę. Spojrzałam na niego spod ściągniętych brwi. Moje kciuki miarowo pocierały fioletowe sińce pod jego oczami. Przymrużył lekko oczy, czułam jak odpręża się pod wpływem mojego ostrożnego dotyku. Brał, byłam tego pewna.
-Ja tylko czasami. Nie jestem uzależniony.- Zaczął się tłumaczyć.
-Złapali się kiedyś?- Rzuciłam prosto z mostu, czasami moja bezpośredniość się przydawała.
-Co?
-Policja, siedziałeś kiedyś?- Cisza była dla mnie wystarczającą odpowiedzią. Zaczęłam cofać się, by trochę zwiększyć odległość między nami. Przestraszyłam się a on to zauważył. Pokręcił chaotycznie głową, wyciągając rękę w moją stronę. Zieleń jego oczy była dużo bardziej intensywna niż zazwyczaj. 
-To było bardzo dawno temu, dobrze?- Cichy, drżący głos wydostał się z lekko rozchylonych warg. Potrzebowałam czasu. 
-Wyjdź.- Rozkazałam cichutko spuszczając wzrok. Nic nie powiedział. Podszedł tylko aby złożyć miękki pocałunek na moim rozgrzanym policzku. Był zły. Albo raczej smutny. Nie chciałam tego, ale nie widziałam jak mam się zachować.
-Wrócisz jutro?- Zapytałam kiedy już uchylał drzwi wejściowe.
-Zawsze do Ciebie wrócę.

poniedziałek, 2 września 2013

Rozdział 08.

Przepraszam za dłuą przerwę. 
3 kom=next :) 
Wasze komentarze motywują do dalszej pracy.
~-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Śmiech. Właśnie to usłyszałam, kiedy na wszystkie możliwe sposoby, próbowałam pozbyć się nieprzyjemnego rażenia. Przetarłam leniwie oczy, delikatnie obracając się na drugi bok. 
-Dzień dobry, Skarbie.- ochrypły głos zadzwonił mi w uszach. Zamrugałam, aby dostosować oczy do jasności panującej w pokoju. Harry leżał naprzeciwko mnie. Jego loki, leżały w totalnym nieładzie. Dodawało mu to trochę chłopięcego uroku. Pełne, nabrzmiałe usta były lekko rozchylone. Zdziwiłam się sama sobie, kiedy przysunęłam się bliżej niego. 
______________________________________________________________ 
Rytm bicia mojego serca znacznie wzrósł, kiedy Em przysunęła się bliżej mojego ciała. Jej drobna dłoń spoczęła na moim policzku. Splotłem nasze ręce. Kciukiem miarowo pocierałem jej knykcie. Na moje usta wdarł się szeroki uśmiech, kiedy jej brązowe tęczówki nadal skanowały moją twarz, tak jakby chciała zapamiętać każdy, nawet najmniejszy detal. Z zaciekawieniem wpatrywałem się w jej pełne usta, które wydęła, mocniej zaciągając się powietrzem. Przejechałem kciukiem po górnej i dolnej wardze Em. Nigdy nie przyglądałem się aż tak, żadnej dziewczynie. Chciałem obserwować jej reakcję na wszystko co robię. Zachichotała cichutko w odpowiedzi na to, gdy potarłem swoim nosem o jej. Była taka… niewinna. Zbliżyłem się do niej jeszcze bardziej. Nie byłem pewny czy tego chciała, jednak obawy zniknęły, kiedy lekko przymrużyła oczy, w odpowiedzi na to gdy zamajaczyłem ustami w okolicy jej dolnej wargi. Zamknąłem oczy, kiedy bariera między naszymi ustami całkiem zanikła. Potarłem językiem o dolną wargę Em, subtelnie prosząc o wejście. Była nieugięta. Rozśmieszył mnie jej opór. Odsunąłem się od niej, cmokając w nos. Zachichotałem, gdy śmieszne zmarszczyła brwi. Podniosłem się, wygrzebując swoje ciało spod ciepłej pościeli. Em nadal leżała w miejscu. Moje stopy bez problemu odnalazły drogę do jednej z komód. Wyciągnąłem szare dresy, sprawnie przeciągając je przez nogi. Odwróciłem się, obdarowywując Em uśmiechem. Jej twarz wyrażała, co najmniej zdziwienie, kiedy podszedłem z drugiej strony łóżka, ściągając z niej pościel. Jej melodyjny śmiech zabrzmiał w pokoju, kiedy podniosłem ją, zmuszając aby oplotła swoje nogi wokół moich bioder. Jej klatka trwale przylegała do moich pleców, kiedy sprawnym krokiem ruszyłem do kuchni. Bałem się, że zaraz spadniemy ze schodów, przez rozpraszające pocałunki Em, która delikatnie cmokała mój kark. 
Rozmawialiśmy o wszystkim podczas śniadania. Em chyba nie zdawała sobie sprawy z tego w jaki zachwyt wpadałem, kiedy wybuchała śmiechem. Dalej była ostrożna. Zachowywała dystans, ale ta niepewność, przyciągała do niej jak magnes. Żadna dziewczyna do tej pory nie wprawiała nie w stan osłupienia, jednak „każda” to nie Em.
_____________________________________________________________
Podziękowałam wstając od stołu. Moje bose stopy odnalazły drogę do pokoju Harreg’o. Uśmiech, który rano zawitał, ani na moment nie opuścił mojej twarzy. Sposób w jaki Harry się ze mną obchodził… to było coś zupełnie mi obcego. Być kimś dla kogoś. Chwyciłam wczorajszą sukienkę, sprawnie przeciągając materiał przez głowę. Spięłam włosy w niechlujnego koka, dopóki ich nie umyję nie jestem w stanie nic z nimi zrobić. Mimo mojego nagannego wyglądu uśmiechnęłam się patrząc w lustro. Lekkie rumieńce, dosyć mocno kontrastowały z opaloną skórą. Poczułam jak duże dłonie pewnie oplatają moją talię. Uśmiechnęłam się jeszcze bardziej, czując z jaką delikatnością podejmuje kolejne kroki. Jego usta delikatnie muskały mój kark, zostawiając po sobie wilgotne ślady.
-Musisz już iść?- chichot rozniósł się echem po łazience na  jego marudny ton. Przymrużyłam oczy gdy mocniej zassał delikatną skórę szyi. 
-T..tak. Mam do pracy na drugą zmianę.- rzuciłam pewnie. 
-Zaczekaj na mnie, podwiozę Cię.- próbowałam się sprzeciwić, jednak zamilkłam, kiedy jego gniewny wzrok spoczął na mojej twarzy. Wyszłam z łazienki, zamykając za sobą drzwi. Swoją drogą to bardzo dziwne w jak szybkim tempie zmieniłam swoje nastawienie co do Harreg’o. Nie widziałam w tym nic złego, ale najnormalniej w świecie wydawało mi się to dziwne. Okrążałam jego salon, podczas gdy on jak myślę zażywał porannej kąpieli. Podeszłam bliżej, do jasnej komody. Przeźroczysta, mała torebka leżała przykryta tabletem. Moje pozytywne myślenie załamało się, w momencie, w którym uświadomiłam sobie co to jest. Wszystko nagle się ze sobą związało. Koledzy Harreg’o. I sam Harry. Jego oczy. On był uzależniony. Chwyciłam torebkę czym prędzej biegnąc w stronę drzwi. Usłyszałam jak Harry z góry woła moje imię. Nie chciałam mieć z nim nic wspólnego. On był niebezpieczny.