piątek, 16 sierpnia 2013

Rozdział 05.

4 kom= next :) 
Wasze komentarze motywują do dalszej pracy :)
~-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Moje ciało, ogrzewane przez grube futerko Bethany spoczęło na łóżku. Nie byłam teraz w stanie racjonalnie myśleć. W mojej głowie rysowało się kolejne, nieuniknione spotkanie z Harrym. „Do zobaczenia, Em”. Jego słowa cały czas odbijały mi się w głowie. Dlaczego on mi nie da spokoju? Byłam mu wdzięczna za uratowanie mnie przed bliższym spotkaniem z napalonym blondaskiem wtedy w parku, ale to nie ma żadnego znaczenia. Podskoczyłam na łóżku, kiedy telefon znajdujący się pod moją głową zaczął wibrować. SMS. Harry.
„Do zobaczenia jutro, Skarbie Xx”
Treść wiadomości, nie wywołała uśmiechu na mojej twarzy. Fakt, że jutro zostaję w domu całkiem sama mnie nie zdziwił. Kolejne spotkanie biznesowe mamy, ale myśl, że on może ponownie się tu zjawić była daleka od przyjemnych. Nie chciałam go tu.
***
Nieprzyjemny chłód z samego rana, zmotywował mnie do tego, aby wstać z ciepłego łóżka i zamknąć okno. Pogoda była dziś wyjątkowo nieładna. Stałam chwilę przy oknie obserwując sąsiadów, jednak, kiedy do moich nozdrzy dotarł zapach świeżo parzonej kawy, niemalże w sekundzie okleiłam się od okna. Moje stopy bez problemu odnalazły drogę do kuchni. Ciepłe tosty. Gorąca kawa. Albo mi się wydaje, albo po 17 latach moja mama zaczęła uświadamiać sobie na czym polega macierzyństwo. Musiała niedawno wyjść, zostawiając po sobie jedynie karteczkę z wiadomością, że wróci w nocy. Nic nowego. Usadowiłam się na stołku, powoli przeżuwając każdy kęs. Muszę przyznać, że moja mama się spisała. Dzwonek do drzwi. O nie! Dlaczego on musi zjawiać się tak wcześnie rano. Nie wstałam. W głębi duszy modliłam się, żeby po prostu sobie poszedł, ale moje marzenia miały się nijak do rzeczywistości. Wyprostowałam się i ruszyłam w stronę drzwi. Uchyliłam je lekko, mając nadzieję, że może moja mama po prostu czegoś zapomniała. A jednak. Burza ciemnokasztanowych loków, koryta kapturem granatowej bluzy wyłoniła się z za uchylonych drzwi.
-Cześć skarbie.- Pochylił się i lekko cmokną mój policzek. Cały czas stałam w tym samym miejscu, chowając resztę swojego ciała za drzwiami.
-Mogę wejść? Trochę tu marznę.- jego głos wyrwał mnie z chwilowego otępienia. W głowie szukałam jakiejś sensownej wymówki, żeby bardzo delikatnie go spławić, jednak moja inteligencja w tej chwili zawiodła. Otworzyłam drzwi, pozwalając tym samym wejść brunetowi do środka. Nie czekając ściągnął buty i odwrócił się w moją stronę. Jego pożądliwy wzrok spoczął na moim pół nagim ciele. Drobne figi i przy duży T-Shirt, definitywnie nie był to strój, w którym pokazałabym się komukolwiek. A w szczególności Harremu.
-Daj mi sekundkę.- wymamrotałam bardziej do siebie niż do niego,usłyszałam jego stłumiony chichot zanim całkiem zniknęłam za drzwiami mojego pokoju. Nie mogłam uwierzyć w to, że zostawiłam go tam samego, jednak chęć ukrycia mojego obnażonego ciała zwyciężyła. Naciągnęłam na siebie jasne jeansy i bluzę, czym prędzej wybiegając z pokoju. Byłam pewna, że jeszcze nigdy nie ubierałam się w takim tempie. Wychyliłam się zza ściany, obserwując Harreg’o. Ciepłe ciałko Bethany bezkarnie spoczywało na jego kolanach, podczas gdy on jakby nigdy nic dokańczał mojego tosta. Wyglądał bardzo… normalnie. Odchrząknęłam znacząco, kiedy całkiem wyłoniłam się zza ściany, wchodząc do kuchni. Ciepły uśmiech okraszony dołeczkami wkradł się na jego usta. Przyglądałam mu się z zaciekawieniem. Loki, poskręcane w małe rureczki. Były jeszcze lekko wilgotne. Pewnie złapał go deszcz. Fioletowe sińce pod oczami znów przykuły moją uwagę, chyba zauważył co jest moim punktem zainteresowania, gdyż po chwili odwrócił głowę.
-Ymm, więc co Cię sprowadza?- starałam się brzmieć naturalnie, jednak byłam tak spanikowana, że nie wyszło to najlepiej.
-Ty.- jego odpowiedź była, krótka i jasna. Zastanawiałam się co mam powiedzieć, jednak Harry znów zaczął mówić.
-Kino jak mniemam Cie nie odpowiadało, więc zabieram Cię do innego miejsca dziś wieczorem.- nie, nie, nie. Przymknęłam oczy żeby móc się skoncentrować i ułożyć sensowne zdanie.
-Ja… ja jestem Ci bardzo wdzięczna, za to, że mi pomogłeś wtedy w parku, ale nie wiem czego ty ode mnie oczekujesz.- powiedziałam na jednym wydechu, kierując pełne obawy spojrzenie w stronę Harreg’o. Uśmiechnął się lekko, i wstał z miejsca, jednocześnie odstawiając Bethany z powrotem na ziemię. Podszedł bliżej i lekko pochylił się w moją stronę.
-Do zobaczenia o 19.00, Em.- cmoknął mój policzek i wyszedł z domu. O nie !


8 komentarzy:

  1. *.*
    Świetny. Czekam na następny!! ^ ^

    OdpowiedzUsuń
  2. Następny ♥.♥

    OdpowiedzUsuń
  3. jeju nie mogę się doczekać <3 next pliss ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. Akcja się zagęszcza :D. Ciągniesz to dalej, malina! :* Czekam, kochana! <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Weszłam tu ponieważ zostawiłaś mi linka na moim blogu. Lecz gdy tylko ujrzałam piękne zdjęcie Harrego oraz to specyficzne tło poznałam, że już kiedyś tu byłam. Xd nie mogę sobie jednak przypomnieć jakie okoliczności mnie tu sprowadziły, no nic mniejsza z tym... Zawsze jak jestem na jakimś blogu to czytam ostatni umieszczony wpis w tym przypadku był to rozdział 5 twojej opowieści. I jeśli coś jest ciekawe i ma dobrane bardzo dobrze i staranie słowa to sięgam po starsze posty i śledzę historię bohaterów. W tym przypadku ewidentnie przeczytam poprzednie rozdziały. Na prawdę świetnie piszesz i tak lekko napisany tekst czyta się z łatwością i nie trzeba się większości rzeczy domyślać. Na prawdę jestem pod wrażeniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, miło słyszeć to od innej blogerki :) Uważam, że twój blog również jest wart przeczytania ^.^ W takim razie zapraszam do dalszego czytania :D

      Usuń