środa, 7 sierpnia 2013

Rozdział 03.

Moja poranna toaleta odbyła się w ślimaczym tempie. Korzystając z wolnej soboty, mogłam pozwolić sobie na spanie do 12.00, co niezmiernie ucieszyło mój organizm. Leniwym ruchem otworzyłam szafę w poszukiwaniu jakiegoś odpowiedniego stroju, jednak skończyło się na czarnych legginsach i przy dużej bluzie z bohaterami mojej ulubionej kreskówki. Zaśmiałam się, kiedy podeszłam do lustra. Ciemne włosy, sterczały w dziwnych kierunkach, lecz kiedy próbowałam je trochę okiełznać, przynosiło to zupełnie odwrotny efekt. Powoli zaczęło mnie to irytować. Westchnęłam głęboko, zanim upięłam włosy w niedbały kok. Opuściłam pokój, zamykając za sobą drzwi. Cisza, która panowała w domu, była przytłaczająca. Kiedy mieszkałam z tatą, dom wypełniały nasze gromkie śmiechy, a teraz… Codziennie rano i wieczorem zastaję pusty dom, bo moja mama jest zbyt pochłonięta rozwijaniem swojej kariery zawodowej. Usiadłam przy kuchennym stole z kubkiem kawy w dłoni. Mój wzrok skanował kolejne strony ulubionej książki. Gorąca ciecz, paliła mój przełyk coraz bardziej z każdym kolejnym łykiem, ale nie przejmowałam się tym za bardzo, będąc zbyt pochłonięta czytaniem powieści. Stopy okryte różowymi kapciami wesoło zwisały z wysokiego krzesła, podczas gdy ja zagłębiałam się w dalsze losy bohaterów. W mieszkaniu rozległ się dzwonek do drzwi. Czułam się niemal jakby moje mięśnie ogłosiły strajk, kiedy pierwsza próba podniesienia się z krzesła okazała się nieudana. Leniwym ruchem wstałam ze stołka i szurając kapciami doszłam do drzwi. Moja drobna dłoń spoczęła na klamce a drewniana bariera się uchyliła. Jesienny wiatr przyjemnie otulił moje ciało, kiedy drzwi całkiem się otworzyły.
-Hej Skarbie.-jego filuteryjny sposób mówienia oszołomił mnie bardziej niż sam fakt, że krajobraz jego torsu okryty jedynie koszulką rozciąga się przed moimi oczami. Harry.
-Cześć… Harry – rzuciłam lekko zestresowana jego obecnością. Odniosłam wrażenie, że moje zmieszanie bardzo go bawiło. Dopiero w dziennym świetle byłam w stanie zobaczyć dołeczki, którymi okraszony był jego uśmiech. Nachylił się aby cmoknąć mnie w policzek. Mój refleks tym razem mnie nie zawiódł. Odwróciłam głowę, unikając intymniejszego kontaktu z ustami Harreg’o. Zaśmiał się cicho w odpowiedzi na mój chaotyczny ruch. Nie czekał na zaproszenie, kiedy odwróciłam głowę stał w kuchni bez butów skanując wzrokiem każdy centymetr kwadratowy pomieszczenia. Czuł się bardzo swobodnie. Moje zdenerwowanie było w tamtym momencie bardziej niż widoczne. Nie byłam nawet w stanie ułożyć żadnego sensownego zdania. Powolnym ruchem weszłam do kuchni. Oparłam się biodrem o kant blatu, jednocześnie unosząc wzrok. Piękne, szmaragdowe oczy Harreg’o spoczęły na mojej twarzy. Ani trochę nie przypominał chłopaka z poprzedniego wieczoru. Jedyne co mnie zaciekawiło to fioletowe cienie pod jego oczami. Wyglądał na wyspanego. 
-Czego chcesz?- starałam się nie brzmieć tak bezuczuciowo, jednak ton w jakim się do niego zwróciłam zaskoczył mnie samą. Mały uśmiech jak na zawołanie znikną z jego twarzy. Wyglądał jakby był zdziwiony moją reakcją. 
-Chcę Cię gdzieś zabrać. Dziś wieczorem.- powiedział tonem nie znoszącym sprzeciwu. 
-Wesz, ja… ja naprawdę…- szukałam w mojej głowie odpowiednich słów jednak nie udało mi się to.
-Będę o 19.00. Ubierz się … ładnie.- jego ciało znalazło się blisko mojego. Nie miałam pojęcia dlaczego jego obecność sprawia, że zupełnie tracę zmysły. Wykorzystał chwilę mojej nieuwagi i musną swoimi ustami mój policzek. 
-Nie zapomnij za mną zamknąć.- usłyszałam jego głos zanim zatrzasną drzwi. O 19.00. Nie kontrolowałam swojego oddechu. Moja klatka miarowo unosiła się i opadała. Zaczęłam się zastanawiać czy nasze spotkanie będzie można nazwać randką. Jeżeli tak. To nie za dobre pierwsze doświadczenie z tym tematem. 
***
Przeczesałam palcami, jeszcze mokre włosy. Mój kręgosłup uginał się pod ciężarem starej, i na pół siwej Bethany. Mruknęła zawijając swoje grube ciałko w coś co na kształt przypominało koło. Zwaliłam ją z siebie, podnosząc się z wygodnego łóżka. Ugh 18.00. Przez moment zaczęłam się zastanawiać, czy to na pewno dobry pomysł, żeby przystać na propozycję Harreg’o. Chwyciłam ubrania, które wcześniej przygotowałam i zniknęłam za drzwiami łazienki. 
Usłyszałam dźwięk parkowanego samochodu po drugiej stronie ulicy, kiedy pakowałam telefon i portfel do torebki. Naciągnęłam na siebie kremową marynarkę dopełniającą strój i zbiegłam ze schodów. Wdech i wydech. Otworzyłam drzwi. Moim oczom ukazała się wysoka sylwetka Harreg’o.
-Hej Skarbie.- Jego usta wygięły się na kształt półksiężyca. 
-Cześć Harry. 
Niespiesznie zamykałam drzwi na klucz, kiedy staliśmy już na zewnątrz. Jak na siłę próbowałam opóźnić moment kiedy ja i Harry znajdziemy się po raz kolejny sami w jego samochodzie. Schowałam klucze do torebki, i zanim zdążyłam się zorientować moja dłoń była schowana w dużo większej dłoni Harrego, kiedy prowadził mnie do swojego samochodu. 

3 komentarze:

  1. Jeeeeeeeej! :D Tylko dlaczego tak krótko? Miało nie być PÓŁŚRODKÓW! :P Twój Harry jest taki słitaśnie mrrrrraśny z pazurkiem! *.* Czekam na next! :*

    OdpowiedzUsuń
  2. WOW :) świetne czekam na next :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Haha xd dobre :D wciagajacy strasznie ! :)

    OdpowiedzUsuń