wtorek, 10 grudnia 2013

Rozdział 14.

Wasze komentarze motywują do dalszej pracy :)
~-------------------------------------------------------------------------------------------------------
Oboje wierciliśmy się w łóżku przez całą noc. Ostatecznie głowa Harrego spoczęła na mojej klatce, a ramiona pewnie oplatały moją talię uniemożliwiając mi jakikolwiek ruch. Wyglądał tak niewinnie kiedy spał. Długie rzęsy spoczywały na lekko rumianych policzkach, usta miał rozchylone co było niezmiernie kuszące. Pochyliłam się składając mały pocałunek na jego policzku. Moje usta powoli znaczyły sobie drogę do jego warg, poprzez nos i podbródek.  Mruknął coś niezrozumiałego lekko podnosząc głowę. Zaspane oczy wpatrywały się we mnie z czułością, kiedy podnosił się, opierając plecami o wezgłowie łóżka. Uśmiechnął się do mnie, unosząc moje ciało, które spoczęło na jego silnym torsie. Pachniał tak dobrze.
-Jak się spało księżniczko?- jego głos zabrzmiał zaraz obok mojego ucha. Czułam jak zawija moje włosy wokół swoich palców.
-Znośnie, a tobie?- uniosłam się żeby na niego spojrzeć, jednak zdziwiłam się, kiedy zobaczyłam lekki grymas rysujący się na jego twarzy.
-Znośnie?
-Tak, kopałeś mnie przez całą noc, ostatecznie decydując się, aby użyć mnie jako poduszki.- rzuciłam żywo gestykulując rękoma. Zaśmiał się głośno na mój komentarz ukazując malujące się dołeczki po obu stronach czarującego, zaspanego uśmiechu.
-Chyba będziesz się musiała przyzwyczaić, bo mnie spało się wyśmienicie.- mruknął całując czubek mojej głowy. Nawet taki prosty gest przy Harrym nabierał nowego, lepszego znaczenia. Objęłam jego talię mocniej, kiedy przysuną swoje ciepłe ciało bliżej mojego. Mogłam idealnie wyczuć rytm jego bijącego serca, kiedy w spokoju leżał rozkoszując się moją bliskością- przynajmniej taką miałam nadzieję.
-Oferta lodów nadal aktualna?- spytałam cichutko, kiedy lekko poruszył się zmieniając pozycję.
-Już się zacząłem martwić, że zapomniałaś.- szepnął zadowolonym tonem i dałabym sobie głowę uciąć, że się uśmiecha.
-Nigdy.
***
Nieprzyjemny wiatr owiał  moją twarz, kiedy otworzyłam drzwi, żeby wypuścić Harrego. Obiecał, że przyjedzie po mnie za dwie godziny, bo ma pilną sprawę do załatwienia. Moja podświadomość podpowiadała mi iż powinnam zapytać go, gdzie i do kogo się wybiera, jednak nie chciałam wymuszać tego na nim. Jestem pewna, że nadejdzie czas, kiedy opowie mi o tej sytuacji w parku. Ciepłe, miękkie usta wybudziły mnie z chwilowego zamyślenia. Duże dłonie chłopaka od razu powędrowały ma moje mocno zaokrąglone biodra, podczas gdy ja zarzuciłam swoje na jego kark mocniej przyciskając jego usta do swoich. Mruknął zadowolony, kiedy leciutko pociągnęłam go za włosy.
-Do zobaczenia królewno!- szybko cmokną mnie w nos zanim podreptał do swojego samochodu, całkiem znikając z mojego pola widzenia.  Nie wiem, co zaczynałam czuć do niego. Szczęście, kiedy jest obok. Smutek, kiedy go nie ma. Zdawałam sobie sprawę, że droga do serca Harrego długa, ale on zdecydowanie był tego wart. Miłości.
Nie minęły 2 godziny, kiedy czarny wóz bruneta zatrzymał się pod moim domem. Owinęłam się szalikiem, zanim ostatecznie wyszłam z mieszkania dokładnie zamykając drzwi. Zimny wiatr musnął moje policzki, kiedy się odwróciłam. Harry stał za mną szeroko się uśmiechając. Ręce miał splecione z tyłu za plecami, na jego głowie spoczywała granatowa czapka, która ujarzmiała jego loki. Uśmiech opleciony dwoma widocznymi dołeczkami. Ten chłopak był po prostu piękny. Szmaragdowa zieleń jego oczu, była niemal jak magnes. Jego dominująca postawa była bardzo onieśmielająca, jednak przełamałam się i podeszłam do niego przyciskając swoje usta do jego gorącego policzka.
-No dzień dobry skarbie.- ręka Harrego od razu odnalazła moją, co było w tamtym momencie bardzo przydatne. Jego ciepłe dłonie, były jak moja własne prywatne rękawiczki. Zdziwiłam się, kiedy zamiast do samochody pociągnął mnie lekko w stronę jednej z parkowych uliczek. Szliśmy tak razem, ze splecionymi dłońmi. Zero słów. One nie były potrzebne, cieszyliśmy się swoją obecnością, w tak naturalny sposób. Uśmiech mimowolnie wkradł się na moje usta, kiedy ujrzałam małą budkę z lodami.
-I co, lody o tej porze roku smakują najlepiej.- mówi Harry, kiedy zaczyna jeść druga gałkę swoich czekoladowych lodów. W moich oczach, w jednej sekundzie zmienił się w małego, kędzierzawego chłopca jedzącego lody na ławce w parku. Tylko, że ten teraźniejszy Harry, jest dorosły i ma problem, który tuszuje i nie chce mi go wyjawić.
- Mój ojciec bierze ślub.- zaczął cicho- zabawne, nie? Z 3 kobietą. W sumie, czemu się dziwić. Milioner z ogromem pieniędzy na koncie, pięcioma domami w samym centrum Londynu.- umilkł. Jego oczy zaczęły skanować moją twarz, szukając jakby ratunku. Chwyciłam jego dłoń zachęcając aby skończył mówić.
-Zostawił mnie i mamę. Nie mieliśmy nic, podczas gdy on ma wszystko.
-Zaprzątanie sobie głowy tym, co ma ktoś inny, a czego nie mam ja, prowadzi donikąd. Każdy z nas ma coś, czego nie mają inni.- powiedziałam cicho.
-A co ja mam?

-Masz moje serce.

sobota, 9 listopada 2013

Twitter

Hejoooo <3
Przepraszam że na blogu nic się nie pojawia, ale kolejny rozdział jest w trakcie pisania :) 
Mam do was pytanie, mianowicie czy chcielibyście być informowani o nowych rozdziałach na TT, jeśli tak to podajcie swoje TT w komentarzach pod tym postem lub pod poprzednim rozdziałem :)
Mój TT
@werkaa10
Miłego wieczoru ;***

sobota, 19 października 2013

Rozdział 13.

Wasze komentarze motywują do dalszej pracy :)
~-------------------------------------------------------------------------------------------
Kiedy samochód zatrzymał się pod moim domem nacisnęłam klamkę, która o dziwo ustąpiła pod moją dłonią. Harry zawsze zamykał drzwi. Wysiadłam z auta, trzaskając drzwiami, odrobinę za mocno. Spojrzałam na Harrego, który posłał mi groźne spojrzenie, jednak nie mógł powstrzymać uśmiechu cisnącego mu się na usta. Podeszłam do niego, próbując dźgnąć go w dołeczek, który utworzył się, kiedy uważnie stał i szeroko uśmiechał się w moją stronę, jednak jego refleks był szybszy i odsunął głowę, ochraniając przy tym swoją twarz. Pochylił się chwilę potem delikatnie całując mój nos, gładząc przy tym policzki. Nie wiem, co takie robił, po prostu czułam się dobrze. Jego obecność miała na mnie kojący wpływ. Mógł nic nie robić. Wystarczy żeby był. Jego usta były lekko rozchylone, co było zbyt kuszące. Bez zastanowienia przywarłam swoimi ustami do jego, mruknął w zadowoleniu, prosząc o dostęp. Nasze języki toczyły między sobą zaciętą walkę o dominacje, podczas gdy jego ręka równomiernie gładziła moje plecy. To uczucie, kiedy trzymał mnie w ramionach, to bezpieczeństwo które mi dawał….Tylko Harry wzbudzał we mnie takie emocje. Oderwaliśmy się od siebie dopiero wtedy, gdy zabrakło nam powietrza. Przejechałam palcami po dolnej wardze, próbując jeszcze raz poczuć smak jego ust. Uśmiechnęłam się, widząc jak Harry robi to samo.
-Zostań na noc.- szepnęłam chowając swoją twarz w jego klatce. Kiwną głową prowadząc mnie do drzwi.
Doskonale znając układ swojego pokoju, bez problemu odnalazłam włącznik jasnych światełek wiszących na wezgłowiu łóżka. Pomieszczenie oblał przyjemny blask małych lampek. Podskoczyłam lekko, kiedy chłodne ręce zaczęły zataczać kółka na moim brzuchu. Wiedziałam, że gęsia skórka, która wykształciła się pod wpływem jego dotyku nie umknie jego uwadze, i nie zdziwiłam się, kiedy usłyszałam jego chichot. Westchnęłam cichutko, kiedy przywarł swoimi pełnymi ustami do obnażonej skóry mojej szyi. Powietrza w moich płucach było coraz mniej, a ja ledwo mogłam nabrać oddech, kiedy jego język znaczył mokre ślady w zagłębieniu między moją szyją a ramieniem. Nie mogłam go zobaczyć, ale czułam jak cwaniacki uśmiech rysuje się na jego ustach, zaśmiał się głośno, kiedy zaczęłam wyplątywać się z jego uścisku.
-Och! Daj spokój Harry!- rzuciłam i ruszyłam w stronę szafy. Głośny śmiech opuścił moje usta, kiedy chłopak zaczął mnie przedrzeźniać, zabawnie  wymachując przy tym rękami. Wystawiłam mu język i udałam się w stronę łazienki. Wieczorna rutyna odbyła się dużo szybciej niż zazwyczaj, gdy wiedziałam, że za ścianą czeka na mnie Harry, dlatego po 10 min wyszłam z łazienki. Nie byłam skrępowana tym co mam na sobie, duża i luźna koszulka była wystarczająco długa aby zakryć połowę moich ud. Podeszłam do łóżka, siadając po przeciwnej stronie co zielonooki. 
-Nie chcę o tym rozmawiać Em.- powiedział. Szczerze mówiąc nawet nie miałam zamiaru go to zapytać, ale kiwnęłam posłusznie głową na co posłał mi wdzięczny uśmiech. Zaczęłam wiercić się nerwowo, kiedy ogarnęła nas niezręczna cisza. 
-Więc, może opowiesz mi coś o sobie. –zaproponowałam.-Nawet nie wiem gdzie pracujesz.- powiedziałam i przysunęłam się w jego stronę.
-Pracuję na siłowni.- powiedział, również przysuwając się bliżej w moją stronę.
-Och..na siłowni.-Droczyłam się. Stanęłam na łóżku przybierając różne dziwne pozycje, aby jak najlepiej zaprezentować moje mięśnie, których niestety nie posiadałam. W pokoju rozbrzmiewały nasze śmiechy , kiedy kontynuowałam prezentacje moich bicepsów i tricepsów. Nigdy bym nie powiedziała, że będę mogła się tak dobrze bawić przy Harrym. Zapiszczałam, kiedy duże dłonie niespodziewanie chwyciły moje kostki i chwilę później leżałam na plecach na miękkiej powierzchni łóżka. Kędzierzawa głowa znalazła się tuż nad moją.
-Jestem pod wrażeniem.- powiedział rozbawionym głosem czule cmokając moje usta.
-No ja myślę.- powiedziałam cicho obejmując go rękoma i mocno przyciskając do siebie. Przygryzł płatek mojego ucha niechętnie odrywając się ode mnie. Uważnie obserwowałam jak schodzi z łóżka i zrzuca z siebie ubrania, aby chwile potem schować się pod ciepły koc. Zaśmiałam się, kiedy przykrył się pod samą brodę i zaczął dygotać z zimna.
-Trochę tu zimno..masz ochotę przyjść tu do mnie?- zapytał przygryzając dolną wargę. Nie oponowałam zbyt długo, bo chwilę potem leżałam wtulona w jego nagi tors.
-Zabiorę Cię jutro na lody.- Harry wypalił z niczego na co ja podniosłam głowę.
-Co?..Na lody?- zaśmiałam się głośno, spoglądając na niego ze zdumieniem. Moje zdziwienie wyniosło by zero, gdyby powiedział, że zabierze mnie do klubu, czy na inną imprezę, raczej nie był typem osoby, która jako rankę proponuje wypad do kawiarni. Uśmiechnęłam się do niego, kiedy ukrył twarz w poduszkach, próbując ukryć szkarłatny rumieniec.
-Z miłą chęcią pójdę z tobą na lody.- powiedziałam chowając się w jego ramionach. Pocałował mnie w czoło, gasząc przy tym nocną lampkę.
-Dobranoc skarbie.




piątek, 11 października 2013

Rozdział 12.

Wasze komentarze motywują do dalszej pracy :) Rozdział dedykowany mojej misi Łucji!
~-------------------------------------------------------------------------------------------
-Do zobaczenia Tomlinson !- rzuciłem i pchnąłem mocno szklane drzwi.
-Styles ! Czekaj, kiedy będzie kryształ?- spytał, kiedy już dochodziłem do samochodu. Odwróciłem się w jego stronę uważnie go obserwując. Oczy miał mocno czerwone, jeszcze nie doszedł do siebie po wczorajszej, jak sądzę imprezie. Odwaga, żeby przyznać się przed swoim własnym kumplem malała z każdą mijającą sekundą. Louis był jednym z tych „stałych” klientów. 
- Słuchaj stary, jutro wieczorem odbieram ostatnią dostawę, potem radzisz sobie sam.- powiedziałem i otworzyłem drzwi do samochodu. 
-Co? 
-To co słyszałeś, sory ale się spieszę.-  wpakowałem się do samochodu, lekko obawiając się jego reakcji. Zakląłem pod nosem widząc w lusterku jak Lou patrzy na mój odjeżdżający samochód z obrzydzeniem. Zawsze byliśmy w tym razem, używki, imprezy, dziewczyny. Na tym polegało nasze życie, i jestem pewien, że gdyby coś się stało na pewno mógłbym na niego liczyć. Zamknąłem oczy przypominając sobie w jaki sposób biały proszek kojąco na mnie działał. Głód w moim ciele ponownie o sobie przypomniał, jednak nie zwracałem na to uwagi. Jakby ktoś się mnie spytał co jest moim uzależnieniem, odpowiedź byłaby prosta – Em.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Zostało jeszcze kilka minut do równej 19. Stałam przed lustrem nakładając błyszczyk na usta. Wygładziłam dłońmi czarny materiał sukienki, jeszcze raz się sobie przyglądając. Nie było we mnie nic wyjątkowego. Ciemne, długie, proste włosy związałam w koka, żeby utrzymać je z dala od klejącego się błyszczyka. Czekoladowe oczy, oprawione stosunkowo długimi, czarnymi rzęsami. Nie widziałam w sobie niczego nadzwyczajnego. Mocno zaokrąglone kształty, i niski wzrost nie były to raczej cechy, które przyciągały chłopców i byłam w 100% pewna, iż dziewczyny z którymi Harry wcześniej się umawiał były zupełnym przeciwieństwem mnie. Chwyciłam torebkę, słysząc jak samochód Harreg’o podjeżdża pod dom. Upewniłam się dwa razy czy dobrze zamknęłam drzwi zanim odwróciłam się chcąc podążyć w stronę bruneta, jednak zamiast tego niezdarnie odbiłam się od jego ciała, kiedy niespodziewanie zmaterializował się przede mną.
-Cześć Skarbie.- powiedział cicho i przyłożył swoje usta do mojego policzka. Przymróżyłam oczy rozkoszując się chwilą. Dotyk jego ust pozwalał mi na chwilowe odlecenie w nieświadomość. Otworzyłam oczy przyglądając mu się z zaciekawieniem. O mój Boże! Czy on kiedykolwiek będzie wyglądał gorzej niż ja?! Loki, które do tej pory opadały na jego czoło były zaczesane do tyłu, wyglądał niczym mój własny Adonis. 
-Chodź księżniczko.- chwycił delikatnie moją dłoń, i pomógł mi wejść do samochodu. 
-Gdzie jedziemy?- spytałam kiedy już zasiadł za kierownicą.
-Jeżeli powiem, że do kina to uciekniesz po raz 2 ?- spytał się i obdarzył mnie figlarnym uśmiechem.
-Nigdy.- szepnęłam jednak na tyle głośno aby usłyszał. Odwrócił głowę w moją stronę dokładnie mi się przyglądając. Przymróżył oczy jakby mierzył się z znaczeniem moich słów. 
Sala powoli się zapełniała a ja co chwilę zanurzałam rękę w pudełku z popcornem co było powodem cichego chichotu Harrego.  Wybór filmu nie był dla mnie zaskoczeniem ot kolejna komedia romantyczna z banalną fabułą, jednak siedziałam cicho wlepiając swój wzrok w ekran. Mój żołądek wywrócił się ze szczęścia, kiedy moje palce zostały schowane w dłoni Harrego. Nie mogłam powstrzymać uśmiechu, kiedy patrzyłam na nasze splecione palce, jednak szybko odwróciłam wzrok kiedy brunet mocno zacisną dłoń powodując ból mojej ręki. Na ekranie pojawił się park, bójka, masa krwi i … narkotyki. Palce Harrego coraz mocniej wbijały się w moją skórę, co powodowało ogromny ból. Jego twarz była niemalże jak ściana, kropelki potu pojawiły się na jego czole, miał mocno zaciśniętą szczękę. Wolną rękę przeniosłam na jego policzek, aby jakoś odwrócić jego uwagę. Moje oczy odnalazły jego, twarz powoli traciła orientalne rysy, odetchnęłam z ulgą, kiedy jego uścisk na mojej ręce się zmniejszył, jednak nasze palce nadal były splecione. Wyglądał jakby czuł się winny, z jakiegoś nieznanego mi powodu. Byłam prawie pewna, że wyczuł moje rosnące zdenerwowanie wywołane jego niecodziennym zachowaniem. Zaczął powtarzać moje imię niczym mantrę. Jego oddech cały czas był urywany, nieregularny. Światła na sali się zaświeciły, a my cały czas trwaliśmy w tej samej pozycji powoli uspokajając nasze oddechy.
-Harry.- szepnęłam prawie bezgłośnie powodując nagłe spięcie jego mięśni-spokojnie, chodź.- starałam się zachować trzeźwe myślenie w tej całej sytuacji. Wstał pierwszy i chwycił mnie w talii pomagając mi podnieść się z siedzenia. Mocniej ścisną moją dłoń, na co syknęłam z bólu, jednak na tyle cicho iż najwyraźniej nie dotarło to do uszu Harrego. 
Kiedy zimne powietrze oplotło moją twarz, stanęłam w miejscu biorąc długie i pełne oddechy. Kącikiem oka zerknęłam na Harrego, który powtarzał wykonywane przeze mnie czynności. 
-Dziękuję, Em…- szepną cichutko wtulając mnie w swój tors. Nawet w wysokich butach byłam na wysokości jego talii, lubiłam to, że znacznie górował nade mną wzrostem. Zaśmiał się kiedy mocno oplotłam go rękoma, pogłębiając nas w uścisku. Podniósł mój podbródek do góry, lekko pocierając swoim nosem o mój, jakby pytał się o pozwolenie. Kiwnęłam lekko głową, łącząc nasze usta. Jego wargi delikatnie masowały moje, pogłębiając pocałunek. Poczułam jak smaga językiem moją dolną wargę, prosząc o dostęp, jednak pozostałam nieugięta. Zaśmiał się głęboko,  na mój sprzeciw. Spojrzał na mnie z góry, cmokając lekko moje czoło poczym lekko pociągnął mnie w stronę samochodu. Nie chciałam poruszać tematu tej sytuacji w kinie więc milczałam przez całą drogę. Harry na pewno zbierał w sobie odwagę, żeby powiedzieć mi z kim się bił, i w co jest wplątany, lecz nie chciałam być nachalna wypytując go o wszystko, to tylko pogorszyło by sytuację. Jedyne co musze to odczytać gesty, zrozumieć słowa, poznać duszę i ciało. Tylko czy on mi na to pozwoli?


czwartek, 10 października 2013

Rozdział 11.

Wasze komentarze motywują do dalszej pracy :)
~-------------------------------------------------------------------------------------------
Głębokie, pełne niezadowolenia mruknięcie wydostało się z pomiędzy moich spierzchniętych warg, kiedy poranne promienie słoneczne bezczelnie przedzierały się przez zasłonki rażąc przy tym moje oczy. Usiłowałam podnieść rękę aby przetrzeć zaspane oczy, jednak coś mi to uniemożliwiało. Ciepłe ciało Harreg’o leżało tuż obok mojego. Jego głowa bezpiecznie spoczywała na  mojej klatce, wyglądało to tak jakby użył mnie zamiast poduszki. Postawna postura zdawała się być jakby tarczą dla mnie. Wytatuowane ramie pewnie oplatało moje ciało. Nie ważne jak szorstki i straszny potrafi być, wtedy wyglądał naprawdę uroczo.  Kędzierzawa głowa podnosiła się i opadała wraz z ruchem mojej klatki piersiowej, musiał się przemieścić podczas snu. Trzymał mnie przerażająco blisko siebie, rogi mojej koszulki były ciasno uwięzione w jego dłoniach, podczas gdy dalej lekko pochrapywał. Jednak było coś, co siedziało mi w głowie niczym jak tekst jakieś durnowatej piosenki- sytuacja z wczoraj. Obraz zakrwawionego Harreg’o dalej wirował mi w głowie. Spojrzałam na jego twarz. Usta miał opuchnięte a policzki niemalże purpurowe. Fioletowe podkowy wokół oczu już nie zrobiły na mnie wrażenia, mogłabym raczej powiedzieć, że w moich oczach był to raczej nieodłączany element jego wyglądu. Ciemnofioletowe sińce i malinowe usta.
-Em?- cichy, poranny szept Harreg’o dotarł do moich uszu. Natychmiast cofnęłam rękę, która do tej pory bezkarnie spoczywała w jego lokach. Mrukną niezadowolony, i odnalazłszy moją dłoń z powrotem umieścił ją pomiędzy brązowymi włosami. Nie ruszał się, ale dobrze wiedziałam, że już nie śpi. 
-Harry?- szepnęłam.- Ciężko mi.- powiedziałam nieco głośniej na co zacieśnił uścisk na mojej talii, kompletnie mnie ignorując. Już zdążyłam poznać jego olewczy stosunek do wszystkiego, ale moje kończyny były już niemal sparaliżowane przez ciężar napierający na moje ciało. Głośny śmiech Harreg’o rozniósł się po pokoju w odpowiedzi na to gdy próbowałam zepchnąć go z siebie, i jak na złość moje próby okazywały się nieskuteczne. 
-Dobra, dobra…- mrukną niezadowolony powoli zsuwając się z mojego ciała. Byłam zaskoczona, kiedy wstał z łóżka i podreptał do kuchni. Moja ciekawość wisiała na włosku, jednak chęć pozostania w ciepłym łóżku zwyciężyła. Kilka minut później kędzierzawa głowa pojawiła się przed moją twarzą, nie mogłam ukryć uśmiechu cisnącego się na moje usta, kiedy pomachał kubkiem herbaty przed moimi oczami. Usiadłam biorąc od niego kubek z gorącą cieczą powoli upijając jeden łyk. Moje oczy wędrowały po obnażonej klatce chłopaka, kiedy siadał po drugiej stronie łóżka krzyżując nogi. 
-Wiesz o co się zapytam, Harry.- powiedziałam cicho, nie patrząc na niego.  Słyszałam jego nierówne oddechy, jednak dalej milczał. Podniosłam wzrok aby spotkać się z jego niemalże przestraszonym spojrzeniem. Bał się. Nie musiał nic mówić, był jedną z tych osób, która nie dzieli się swoimi problemami, a ja pomimo tego, że nie chciałam musiałam to uszanować. Ścisnęłam pocieszająco jego dłoń, co przyjął z wdzięcznością. Nie ukrywam, że lekki strach z wczorajszego wieczora dalej we mnie siedział, ale robiłam wszystko, aby nie było tego po mnie widać. Jego ciało powoli się rozluźniało, kiedy kontynuowałam pocieranie jego ręki. Uśmiechnął się do mnie z wdzięcznością.
-Zaraz wracam.- powiedziałam zanim zniknęłam za drzwiami łazienki. Moje ciało powoli się odprężało, kiedy weszłam  do kabiny prysznicowej. Gorąca woda jakby zmywała ciężar z wczorajszego dnia. Szklane drzwi kabiny lekko się uchyliły, a ja odwróciłam się tyłem widząc jak umięśnione ciało Harreg’o staje przed moim nosem. Rękami zakryłam moje nagie ciało, jednak nie na długo. Sprawne ręce chłopaka szybko przyciągnęły mnie do jego ciała. Mocno wtulił mnie w swój tors. 
-Przepraszam.- wyszeptał mi do ucha. Staliśmy po prostu wtuleni w siebie, podczas gdy woda obmywała nasze ciała. W powietrzu unosił się zapach kokosowego żelu pod prysznic, którego zdążyłam użyć zanim Harry niespodziewanie zjawił się pod prysznicem. Uczucia, które zaczynałam żywić do tego chłopaka były poza moim wyobrażeniem.
-Przepraszam….
Chłopak zakręcił wodę, sięgając po ręcznik i owijając go wokół swoim bioder. Odwróciłam się tyłem zasłaniając swoje oczy. Zaśmiał się, wychodząc z kabiny.
-Jestem już ubrany, możesz wyjść.- jego pełen rozbawienia głos rozniósł się echem po łazience. Wychyliłam swoją głowę zza szyby, chowając resztę swojego ciała. Stał z ręcznikiem rozłożonym między jego rękami, szczerząc się głupkowato. 
-Zamknij oczy.- nakazałam uśmiechając się na widok jego mokrych jeszcze włosów. Kropelki wody skapywały na jego opalone ciało, odziane jedynie w bokserki. Mój rytmiczny śmiech rozniósł się po pomieszczeniu, kiedy mocno zacisną oczy, powodując lekki grymas rysujący się na jego twarzy. Wyszłam z kabiny podążając w stronę chłopaka, trzymającego ręcznik. Owinął mnie materiałem mocno oplatając moje ciało ramionami.  To co czuje, kiedy trzyma mnie w uścisku to jest coś nie do opisania. Złożył mały pocałunek na moim czole, poczym wyszedł z pomieszczenia.
Wyszłam z łazienki, ubrana i umalowana. Łóżko było pościelone, ale Hareego nie było. Mała karteczka leżała na biurku.
                     „Przyjadę po ciebie dzisiaj o 19, Harry Xx”

sobota, 21 września 2013

Rozdział 10.

Cześć, przed wami rozdział 10, przepraszam za przerwę. 
4 kom= next
Wasze komentarze motywują do dalszej pracy :)
~----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Roz­bierz jej słowa ze strachu i krzy­ku, niech staną przed Tobą na­gie, bezbronne
             A Ty je szep­tem otul, ukołysz w ko­cyku, niech się nie błąkają bezdomne 
 Nie chce mnie znać. Nie życzyła sobie mojego towarzystwa, bała się.Wyszedłem z mieszkania Em, śmiało podążając w stronę parku. Nie mogłem się spóźnić na spotkanie z Joshem. Dowiedział się, że moja działalność w tym biznesie się kończy, nie chciał tego. Duże pieniądze, które uzyskał za pomocą mojego pośrednictwa w tym gównie przynosiły mu ogromne korzyści. Zobaczyłem go opierającego się o jedno z drzew.
-Styles, Styles, Styles…- jego cichy ale zarazem donośny głos zabrzmiał mi w uszach, kiedy się do niego zbliżałem. 
-Dostaniesz swoje pieniądze ostatni raz, potem nasze drogi się rozejdą Josh.- rzuciłem. Jego ramiona pokryte tatuażami napięły się, kiedy skrzyżował ręce na klatce. 
-Nie wydaje mi się Styles.
-A mi owszem, ostatni przelew, jutro. Potem koniec umowy.- zaśmiał się szyderczo na moje słowa. Odwróciłem się ruszając w przeciwną stronę.
-Ty śmieciu.- krzykną i rzucił się na mnie, okładając pięściami.
---------------------------------------------------------------------------------------------
Czułam się ,źle. Czułam, że Harry potrzebuje mnie i mojej pomocy. Chciałam zrozumieć jego słowa, odczytać jego gesty i podać czystą kartę, by wiedział, że może na mnie polegać. Bez zastanowienia wybiegłam z domu. Moje nogi z łatwością pokonywały kolejne metry. Oszukałabym się gdybym powiedziała, że mi nie zależy. Zależy i to za bardzo. Moje ciało powoli opadało z sił. Zwolniłam tempo. 
-Podpisaliśmy umowę, pamiętasz?- ciężki, męski głos dobiegł do moich uszu. Jęki, i łomoty dobiegały z parku.
-Nasza umowa została zerwana Josh!- O Boże! To był głos Harreg’o. Ruszyłam w stronę ogromnego drzewa. To co zobaczyłam. Ciało Harrego leżało pozwijane na trawie, podczas gdy jakiś mężczyzna okładał go pięściami.
-Harry! – nie myślałam logicznie. Ruszyłam w stronę jego pozwijanego ciała.
-Em, Em odsuń się.!
-O proszę! Do tego doszło, że dziewczyna musi Cię bronić.- szyderczy ton jego głosu, wzbudził jeszcze większą odrazę. – Ślicznotka.- cofnęłam się, kiedy ruszył w moją stronę.
-Jeszcze z tobą nie skończyłem Styles.- rzucił i spluną na ziemię, po sekundzie już go nie było.  Cała twarz Harreg’o pokryta była krwią. 
-Harry, proszę..proszę otwórz oczy. – niemalże błagałam. Łzy, które wypływały z moich oczu spadały na jego policzki, kiedy klęczałam nad nim. O Boże.
Męczyłam się, co chwilę poprawiając jego ramię. Posiniaczone oczy były lekko otwarte, kiedy bełkotał pod nosem.  Ledwo byłam w stanie dojść z nim do mojego pokoju, schody okazały się być największą przeszkodą. Położyłam go delikatnie na łóżku, ściągając jego buty. Penetrowałam szafki w poszukiwaniu gazików i wody utlenionej, kiedy już znalazłam wróciłam do Harreg’o. Jego czy były otwarte, jakby próbował przyzwyczaić się do otoczenia. Mimo siniaków, i krwi rozmazanej na policzkach wyglądał pięknie. 
-Em…- cichy ledwo słyszalny głos wydostał się z pomiędzy napuchniętych warg.
-Spokojnie Harry.- szepnęłam przykładając nasączony gazik do rany na policzku. Syknął z bólu, lekko odsuwając swoją twarz od gazika. Poddał się w końcu mojemu zabiegowi, kładąc głowę z powrotem na poduszce. 
-Przepraszam Em…
-Jest w porządku Harry, spokojnie.- szepnęłam odstawiając wodę utlenioną na szafkę obok łóżka. Położyłam się obok Harreg’o przykrywając nas kołdrą. Objął mnie swoim ramieniem, delikatnie przyciągając mnie do swojego ciała. Nie byłam pewna co do niego czuję, nie wiem co ciągnęło mnie do niego tak bardzo. Mieć uczu­cie, że się jest spęta­nym, a równocześnie in­ne uczu­cie, że po uwol­nieniu z pęt byłoby jeszcze gorzej. 

piątek, 13 września 2013

Rozdział 09.

Przepraszam za długą przerwę.
3 kom= next :)
Wasze komentarze motywują do dalszej pracy.
~-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Biegłam ile sił w nogach, aby zwiększyć dystans między mną a Harrym. Bałam się. Strach, który zawładną moim ciałem był tak duży, że nawet nie zwracałam uwagi na palący ból w płucach, chęć bycia jak najdalej od niego zwyciężała nad poczuciem chwilowego dyskomfortu. 
***
Pomachałam na pożegnanie do Jade, powolnym krokiem ruszając w stronę przystanku. Sytuacja w dzisiejszego poranka dalej siedziała mi w głowie, ukrywałam moje zdenerwowanie w pracy. Nie chciałam żeby ktokolwiek dowiedział się o Harrym. Ja też nie chcę mieć nic z nim wspólnego. 
-Cześć Skarbie.- moje serca zakołatało 3 razy szybciej. Zacisnęłam powieki, kiedy poczułam jak jego pełne usta delikatnie docisnęły się do mojego policzka. Poczułam się źle, kiedy jego ciepłe wargi cmoknęły moje zanim całkiem się odsunął. Nie miałam innego wyjścia. Harry nie miał czasu na zorientowanie się, kiedy w sekundzie rzuciłam się do ucieczki. Mój niski wzrost umożliwił mi wtopienie się w tłum, kiedy sprawnie poruszałam się między ludźmi. 
-Em!- jego głos był świetnie słyszalny. Był blisko, za blisko. Mocny uścisk na ramieniu zatrzymał moje chaotycznie kroki.
-Daj mi się wytłumaczyć.
-Nie ma czego tłumaczyć, daj mi spokój.-  Zacisnęłam mocno powieki. Nie chciałam aby widział jak płaczę- płaczę z jego powodu. Byłam zła. Do czasu, kiedy się nie odwróciłam. Moim oczom ukazał się Harry, w rzeczy samej. Jego szmaragdowe tęczówki lśniły się od natłoku łez, które bezkarnie spływały, po zarumienionych policzkach. Oddychał ciężko, nieregularnie. Już dawno puścił moje ramie. Stał tak po prostu, patrzył na mnie, podczas gdy ja nie wiedziałam co robić.
-Nie zostawiaj mnie…- rzucił cicho. Brzmiało to trochę jak ostrzeżenie. Moje obawy, strach, lekka odraza minęły, pękły. – Pomóż mi.- Zamarłam. Sposób w jaki te słowa opuszczały jego usta. Prosił mnie o pomoc. Kiwnęłam głową, wtulając się w jego tors. Zaśmiał się cichutko zanim objął mnie ramionami, Jego łzy kapały na moje czoło. Nie dbałam o to. Jedynie nad czym myślałam, to jego prośba. Prośba o pomoc. Potrzebował mnie. 
-Wracajmy do domu księżniczko.- szepnął. Oderwałam się od niego niechętnie, chowając ręce w kieszeniach. Jesienna pogoda dawała o sobie znać. Zaśmiał się, kręcąc głową. Wyjął moją dłoń z kieszeni, natychmiastowo splatając nasze palce. Uśmiechnął się do mnie serdecznie lekko ciągnąć w stronę samochodu. Moje zachowanie było nieodpowiednie, zadaję się z osobą, która jest najprawdopodobniej uzależniona od narkotyków, ale moja pomoc była mu potrzebna. A ja chciałam mu ją ofiarować. 
- Może wejdziesz?- spytałam kiedy staliśmy już pod moim domem. Harry wydawał się być trochę przybity. Położyłam dłoń na jego kolanie lekko go ściskając. Próbowałam mu dodać trochę otuchy, co poskutkowało. Ogromny uśmiech zagościł na jego twarzy. Pokiwał głową, wysiadając z samochodu, otworzył mi drzwi, lekko podtrzymując w talii, kiedy wysiadałam. 
Postawiłam przed nim kubek herbaty, kiedy siedzieliśmy już w kuchni. Ślepo wpatrywał się w okno, chcąc uniknąć kontaktu wzrokowego ze mną. Wiedział o co zapytam. Mogłabym przysiąc, że wyczuł moje rosnące poirytowanie, kiedy dalej siedział wlepiając wzrok za okno. 
-Harry, czy.. czy ty..-nie byłam w stanie dokończyć. 
-Nie Em, nie jestem uzależniony. – Zaprzeczył szybko i natychmiast odwrócił głowę w moją stronę. Spojrzałam na niego spod ściągniętych brwi. Moje kciuki miarowo pocierały fioletowe sińce pod jego oczami. Przymrużył lekko oczy, czułam jak odpręża się pod wpływem mojego ostrożnego dotyku. Brał, byłam tego pewna.
-Ja tylko czasami. Nie jestem uzależniony.- Zaczął się tłumaczyć.
-Złapali się kiedyś?- Rzuciłam prosto z mostu, czasami moja bezpośredniość się przydawała.
-Co?
-Policja, siedziałeś kiedyś?- Cisza była dla mnie wystarczającą odpowiedzią. Zaczęłam cofać się, by trochę zwiększyć odległość między nami. Przestraszyłam się a on to zauważył. Pokręcił chaotycznie głową, wyciągając rękę w moją stronę. Zieleń jego oczy była dużo bardziej intensywna niż zazwyczaj. 
-To było bardzo dawno temu, dobrze?- Cichy, drżący głos wydostał się z lekko rozchylonych warg. Potrzebowałam czasu. 
-Wyjdź.- Rozkazałam cichutko spuszczając wzrok. Nic nie powiedział. Podszedł tylko aby złożyć miękki pocałunek na moim rozgrzanym policzku. Był zły. Albo raczej smutny. Nie chciałam tego, ale nie widziałam jak mam się zachować.
-Wrócisz jutro?- Zapytałam kiedy już uchylał drzwi wejściowe.
-Zawsze do Ciebie wrócę.

poniedziałek, 2 września 2013

Rozdział 08.

Przepraszam za dłuą przerwę. 
3 kom=next :) 
Wasze komentarze motywują do dalszej pracy.
~-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Śmiech. Właśnie to usłyszałam, kiedy na wszystkie możliwe sposoby, próbowałam pozbyć się nieprzyjemnego rażenia. Przetarłam leniwie oczy, delikatnie obracając się na drugi bok. 
-Dzień dobry, Skarbie.- ochrypły głos zadzwonił mi w uszach. Zamrugałam, aby dostosować oczy do jasności panującej w pokoju. Harry leżał naprzeciwko mnie. Jego loki, leżały w totalnym nieładzie. Dodawało mu to trochę chłopięcego uroku. Pełne, nabrzmiałe usta były lekko rozchylone. Zdziwiłam się sama sobie, kiedy przysunęłam się bliżej niego. 
______________________________________________________________ 
Rytm bicia mojego serca znacznie wzrósł, kiedy Em przysunęła się bliżej mojego ciała. Jej drobna dłoń spoczęła na moim policzku. Splotłem nasze ręce. Kciukiem miarowo pocierałem jej knykcie. Na moje usta wdarł się szeroki uśmiech, kiedy jej brązowe tęczówki nadal skanowały moją twarz, tak jakby chciała zapamiętać każdy, nawet najmniejszy detal. Z zaciekawieniem wpatrywałem się w jej pełne usta, które wydęła, mocniej zaciągając się powietrzem. Przejechałem kciukiem po górnej i dolnej wardze Em. Nigdy nie przyglądałem się aż tak, żadnej dziewczynie. Chciałem obserwować jej reakcję na wszystko co robię. Zachichotała cichutko w odpowiedzi na to, gdy potarłem swoim nosem o jej. Była taka… niewinna. Zbliżyłem się do niej jeszcze bardziej. Nie byłem pewny czy tego chciała, jednak obawy zniknęły, kiedy lekko przymrużyła oczy, w odpowiedzi na to gdy zamajaczyłem ustami w okolicy jej dolnej wargi. Zamknąłem oczy, kiedy bariera między naszymi ustami całkiem zanikła. Potarłem językiem o dolną wargę Em, subtelnie prosząc o wejście. Była nieugięta. Rozśmieszył mnie jej opór. Odsunąłem się od niej, cmokając w nos. Zachichotałem, gdy śmieszne zmarszczyła brwi. Podniosłem się, wygrzebując swoje ciało spod ciepłej pościeli. Em nadal leżała w miejscu. Moje stopy bez problemu odnalazły drogę do jednej z komód. Wyciągnąłem szare dresy, sprawnie przeciągając je przez nogi. Odwróciłem się, obdarowywując Em uśmiechem. Jej twarz wyrażała, co najmniej zdziwienie, kiedy podszedłem z drugiej strony łóżka, ściągając z niej pościel. Jej melodyjny śmiech zabrzmiał w pokoju, kiedy podniosłem ją, zmuszając aby oplotła swoje nogi wokół moich bioder. Jej klatka trwale przylegała do moich pleców, kiedy sprawnym krokiem ruszyłem do kuchni. Bałem się, że zaraz spadniemy ze schodów, przez rozpraszające pocałunki Em, która delikatnie cmokała mój kark. 
Rozmawialiśmy o wszystkim podczas śniadania. Em chyba nie zdawała sobie sprawy z tego w jaki zachwyt wpadałem, kiedy wybuchała śmiechem. Dalej była ostrożna. Zachowywała dystans, ale ta niepewność, przyciągała do niej jak magnes. Żadna dziewczyna do tej pory nie wprawiała nie w stan osłupienia, jednak „każda” to nie Em.
_____________________________________________________________
Podziękowałam wstając od stołu. Moje bose stopy odnalazły drogę do pokoju Harreg’o. Uśmiech, który rano zawitał, ani na moment nie opuścił mojej twarzy. Sposób w jaki Harry się ze mną obchodził… to było coś zupełnie mi obcego. Być kimś dla kogoś. Chwyciłam wczorajszą sukienkę, sprawnie przeciągając materiał przez głowę. Spięłam włosy w niechlujnego koka, dopóki ich nie umyję nie jestem w stanie nic z nimi zrobić. Mimo mojego nagannego wyglądu uśmiechnęłam się patrząc w lustro. Lekkie rumieńce, dosyć mocno kontrastowały z opaloną skórą. Poczułam jak duże dłonie pewnie oplatają moją talię. Uśmiechnęłam się jeszcze bardziej, czując z jaką delikatnością podejmuje kolejne kroki. Jego usta delikatnie muskały mój kark, zostawiając po sobie wilgotne ślady.
-Musisz już iść?- chichot rozniósł się echem po łazience na  jego marudny ton. Przymrużyłam oczy gdy mocniej zassał delikatną skórę szyi. 
-T..tak. Mam do pracy na drugą zmianę.- rzuciłam pewnie. 
-Zaczekaj na mnie, podwiozę Cię.- próbowałam się sprzeciwić, jednak zamilkłam, kiedy jego gniewny wzrok spoczął na mojej twarzy. Wyszłam z łazienki, zamykając za sobą drzwi. Swoją drogą to bardzo dziwne w jak szybkim tempie zmieniłam swoje nastawienie co do Harreg’o. Nie widziałam w tym nic złego, ale najnormalniej w świecie wydawało mi się to dziwne. Okrążałam jego salon, podczas gdy on jak myślę zażywał porannej kąpieli. Podeszłam bliżej, do jasnej komody. Przeźroczysta, mała torebka leżała przykryta tabletem. Moje pozytywne myślenie załamało się, w momencie, w którym uświadomiłam sobie co to jest. Wszystko nagle się ze sobą związało. Koledzy Harreg’o. I sam Harry. Jego oczy. On był uzależniony. Chwyciłam torebkę czym prędzej biegnąc w stronę drzwi. Usłyszałam jak Harry z góry woła moje imię. Nie chciałam mieć z nim nic wspólnego. On był niebezpieczny.

niedziela, 25 sierpnia 2013

Rozdział 07.

3 kom=next :)
Wasze komentarze motywują do dalszej pracy :)
~-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Zachłysnęłam się powietrzem, kiedy już byliśmy na zewnątrz. Moja pewność siebie zmalała, kiedy się obróciłam. Harry stał z dłońmi zanurzonymi w kieszeniach. Jego wzrok aktualnie skanował nasze buty. Prośba, aby odwiózł mnie z powrotem do domu, po raz drugi, nie wchodziła w grę .Nie chodziło o to, że się bałam. Nie chciałam. Było coś co w jakiś niewyjaśniony sposób ciągnęło mnie do niego.  Nie mogłam opisać mojego zdziwienia, kiedy chwycił moją dłoń i lekko pociągną w stronę samochodu. Westchnęłam głęboko, powoli podążając jego śladem.
-Gdzie jedziemy? 
-Do domu.- Jego odpowiedź była dla mnie nie lada zaskoczeniem, co było wyraźnie wymalowane na mojej twarzy. Nigdy nie sądziłam, że Harry z własnej woli będzie chciał odwieźć mnie do domu, drugi raz z rzędu. Wsiadłam do samochodu, naciągając sukienkę na obnażoną skórę ud. I znowu ta cholerna cisza. Jego milczenie doprowadzało mnie do szału, jednak nie byłam wystarczająco odważna, aby zacząć rozmowę. Nie obserwowałam drogi, byłam bardziej zajęta wymyślaniem jakiegoś sensownego zdania.
-Jesteśmy.- usłyszałam jego głos, zaraz koło mojego ucha. Nie zdążyłam się zorientować kiedy dojechaliśmy na miejsce. Chwyciłam dłoń Harre’go, kiedy pomagał mi wysiadać z samochodu. Zmieszany wzrok bruneta spoczął na mojej twarzy, kiedy wbijałam obcasy w asfalt, niemalże w desperacji próbując zatrzymać go w miejscu. Puściłam jego dłoń cofając się w stronę samochodu. To nie był mój dom. To był dom Harre’go. Moje dłonie, powoli zaczynały drżeć, pod wpływem ogarniającego mnie strachu. Nie zdążyłam zauważyć, kiedy chłopak stanął przede mną. Wyciągnął swoją rękę, a następnie umieścił ją w dolnej części mojego kręgosłupa. Delikatnie wprawił swoją dłoń w ruch, lekko pocierając moje plecy. Tata zawsze robił tak, kiedy płakałam. Dziwne, że ten ruch nadal działał na mnie kojąco. Moim oczom powoli ukazywały się kolejne części jego twarzy. Był przerażony, tak jakby bał się, że ucieknę. Postawiłam pierwszy krok do przodu. Głębokie westchnięcie wydostało się z jego rozchylonych ust, kiedy niepewnym krokiem kierowałam się w stronę drzwi. Kiedy chłopak uporał się już z kluczami, otworzył mi drzwi delikatnym gestem zaprosił mnie do środka. Mieszkanie niebyło jakieś przeogromne. Salon połączony wraz z kuchnią. Pomieszczenie wydawało się być bardzo przestrzenne. Ściągnęłam buty, rzucając je gdzieś w kąt. Harry nagle zmaterializował się przede mną. Chwycił moją dłoń, i poprowadził do kuchni. Posadził mnie na blacie, wstawiając wodę na herbatę. Zbierałam w sobie odwagę, aby ostatecznie spojrzeć mu w oczy. 
-Ha..Harry, co było twoim kolegom?- nerwowo podrapał się po karku, jakby zastanawiał się co ma powiedzieć.
-Umm… oni po prostu za dużo imprezują, i nie byli w najlepszej formie.- powiedział i zalał herbaty wrzątkiem.
Jego odpowiedź nie była, za bardzo przekonująca, jednak nie chciałam rozpoczynać jakiejkolwiek kłótni z nim. Zeskoczyłam z blatu, podążając za chłopakiem. Jego sylwetka pokonywała kolejne schody, do góry. Moje przypuszczenia, iż prowadzi mnie do sypialni okazały się trafne, kiedy otworzył jedne z drzwi wpuszczając mnie do środka. Postawił herbaty na jednej z komód, po czym otworzył ją wyciągając koszulkę i parę bokserek. 
-Możesz się w to przebrać, łazienka jest tam.- powiedział i kiwną głową w stronę białych drzwi. Zabrałam ubrania i zniknęłam za drzwiami łazienki. Ściągnęłam sukienkę, przeciągając przez głowę za duży T-Shirt Harre’go. Pachniał nim. Dolną partię mojego ciała oplotły  czarne bokserki. Złożyłam sukienkę, przewieszając ją przez ramię. Otworzyła drzwi i niepewnym krokiem wyszłam z łazienki. Harry leżał po jednej stronie łóżka, ciemna pościel okrywała jego ciało jedynie do pępka. Obnażona klatka unosiła się i opadała, podczas gdy jego wzrok spoczywał na telewizorze. Odchrząknęłam znacząco, aby zwrócić na siebie uwagę. Jego pożądliwy wzrok spoczął na mojej okrytej, koszulką sylwetce. Usiadł , i odchylił pościel z drugiej strony łóżka.
-Nie, nie… w porządku, będę spała na kanapie.- powiedziałam cicho, żywo gestykulując rękami. Szybko potrząsną głową w sprzeciwie. W rezultacie jego gwałtownego ruchu kilka loków opadło na jego czoło. Okiełznał je, sprawnie przeczesując je palcami.
-Wskakuj.- powiedział i skinął głową w moją stronę. Wdech i wydech. Powtarzałam sobie. Jeżeli tak dalej pójdzie to te dwa słowa staną się niedługo moim życiowym mottem. Wspięłam się na łóżko, przysuwając się jak najbliżej krawędzi. Głosy z telewizora ucichły, a światło zgasło. Poczułam jak łóżko ugina się pod nieznanym mi ciężarem. Zamarłam kiedy poczułam jak duże dłonie pewnie oplatają moją talię. Ciepłe usta składały miękkie pocałunki na moim karku. Moje nogi znalazły się pomiędzy jego. 
-Dobranoc, Skarbie. – szepną i umiejscowił mały pocałunek tuż nad moim uchem. Minęło trochę czasu, zanim całkiem się odprężyłam i powoli odpływałam do krainy morfeusza.

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Rozdział 06.

5 kom= next :) 
Wasze komentarze motywują do dalszej pracy. Jak myslicie co sie wydaży dalej ?? :) 
~-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Myśl o kolejnym spotkaniu z Harrym, nie dawała mi spokoju. Nie mogłam nawet skupić się na kolejnym odcinku „Przyjaciół”, który właśnie leciał w telewizji. Moja zaduma trwała by dalej, gdyby nie wibracja w telefonie, oznaczająca przyjście nowej wiadomości. Nie wiem, jak przedstawić stan, w którym się znajdowałam, kiedy zobaczyłam, że SMS nie jest od Harreg’o tylko od mamy, która oznajmiła, iż nie jest w stanie wrócić do domu na noc. Radość? Nie, nazwałabym to czymś w rodzaju zawiedzenia. Dlaczego? Zanim się zorientowałam zegarek wskazywał 18. Moje lenistwo zadziwiało mnie coraz bardziej, kiedy po 5 minutach w końcu udało mi się zdjąć jedną nogę z kanapy. Nie czekając na nic pognałam do łazienki. Gorące kropelki wody, wręcz parzyły moją skórę. Chciałam zmyć z siebie nieprzyjemne wrażenia z dzisiejszego poranka, starając się rozluźnić przed kolejnym wyjściem z Harrym. Był naprawdę tajemniczy. Nie było to nic złego, mogłabym nawet powiedzieć, że ta cecha w jakiś niewyobrażalny sposób przyciąga mnie do niego jeszcze bardziej. Osuszyłam ciało ręcznikiem wkładając na siebie przygotowane wcześniej ubrania. Nie wiedziałam za co się zabrać, kiedy w końcu spojrzałam na zegarek. Moje ręce sprawnie odnalazły pędzle i tusz do rzęs. Byłam pewna, że mogłam ogłosić się  mistrzynią w najszybszym nakładaniu makijażu. Skacząc na jednej nodze ubierałam buty, jednocześnie pakując wszystkie potrzebne rzeczy do torebki. Kiedy w końcu wyprostowałam się do pozycji pionowej, w mieszkaniu rozległ się dzwonek do drzwi. Wdech i wydech. Ubrałam czarną, skórzaną kurteczkę i sprawnym, lecz niepewnym ruchem otworzyłam drzwi.
-Cześć Skarbie.- ochrypły głos po raz drugi tego dnia zadźwięczał w moich uszach.
-Cześć Harry.- szepnęłam i uniosłam głowę. Loki miał zaczesane do tyłu, musiał włożyć w to dużo pracy, aby uzyskać zamierzony efekt. Czarna koszula zapięta aż po sam kołnierzyk, ciemne jeasny i te same białe, znoszone conversy. Nie spoglądałam mu w oczy, cały czas podziwiając jego nienaganny styl. Nim zdążyłam się zorientować jego wzrok spoczął na moim ciele. Czarna, krótka sukienka, sama nie wiem czy był to odpowiedni strój dla mnie. Sylwetka to nie było coś czym mogłabym się chwalić, jednak z jakiegoś nieznanego powodu chciałam wyglądać ładnie. 
-Chodźmy.- splótł ze sobą nasze dłonie, kiedy już uporałam się z kluczem w drzwiach. Z przyjemnością przyjęłam ten gest. Ciepło jego dłoni powoli uspokajało moje drżące ciało. Pomógł mi się wdrapać na miejsce pasażera, natomiast sam podbiegł i usadowił się za kierownicą. I znów to samo. Cisza. Nie byłam do końca pewna dlaczego, ale dopiero wtedy poczułam się nieco skrępowana przez ten fakt.
-Ile masz lat?- wyjąkałam w końcu. Lekko odwrócił głowę w moją stronę, jednak zaraz wrócił wzrokiem na drogę przed nami.
-Dziewiętnaście, a ty?- nie sądziłam, że mnie o to zapyta.
-Ja… um siedemnaście.- powiedziałam trochę ciszej. Wyglądał na nieco zmieszanego moją odpowiedzią. Nie odezwał się. Jechaliśmy w totalnej ciszy, jednak samochód zatrzymał się chwilę później. 
-Jesteśmy.
Moje źrenice rozszerzyły się na widok ogromnego klubu przed moimi oczami. Wysiadłam z samochodu, kierując niepewne spojrzenie w stronę Harreg’o. Chwycił delikatnie moją dłoń, lekko ciągnąc za sobą. Podeszliśmy do wejścia. Umięśniony, wysoki mężczyzna spojrzał na nas z góry.
-Styles.- usłyszałam cichy, ale stanowczy głos Harreg’o. Chwilę potem znaleźliśmy się w środku. Moja dłoń wyślizgnęłam się z dłoni Harreg’o, kiedy prowadził mnie przez pijany, tłum tańczących ludzi. Przestraszyłam się. Nigdy nie byłam w takim miejscu. Poczułam czyjeś ręce na swoich biodrach i śmiało mogę powiedzieć, że nie były to dłonie Harreg’o. 
-Odsuń się.- ochrypły głos nad moim uchem, sprawił iż nieznajome ręce zniknęły z mojego ciała. Odwróciłam się przodem do Harreg’o, opierając swoją głowę na jego ramieniu. Próbowałam uspokoić swój oddech. Poczułam jak miękkie i ciepłe usta chłopaka składają małe pocałunki na moim czole.
-Spokojnie, Em. Chodź.
Chwycił ponownie moją dłoń i lekko pociągnął w stronę kanap. Patrzyłam uważnie jak Harry wita się po kolei z różnymi ludźmi, którzy aktualnie zajmowali część VIP. Brunet odwrócił się w moją stronę i gestem ręki poprosił bym podeszła bliżej. Trzech chłopaków siedzących na kanapach, od razu skierowało swój wzrok na mnie. Wyglądali dziwnie. Czerwone oczy, fioletowe sińce pod oczami. Nie byli pijani. Sama nie wiem co im było, ale definitywnie nie był to skutek alkoholu. Rzuciłam błagalne spojrzenie w stronę Harreg’o. Miałam wrażenie jakby zrozumiał o co mi chodzi. Chwycił moje ramię, jednocześnie prowadząc mnie do wyjścia.


piątek, 16 sierpnia 2013

Rozdział 05.

4 kom= next :) 
Wasze komentarze motywują do dalszej pracy :)
~-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Moje ciało, ogrzewane przez grube futerko Bethany spoczęło na łóżku. Nie byłam teraz w stanie racjonalnie myśleć. W mojej głowie rysowało się kolejne, nieuniknione spotkanie z Harrym. „Do zobaczenia, Em”. Jego słowa cały czas odbijały mi się w głowie. Dlaczego on mi nie da spokoju? Byłam mu wdzięczna za uratowanie mnie przed bliższym spotkaniem z napalonym blondaskiem wtedy w parku, ale to nie ma żadnego znaczenia. Podskoczyłam na łóżku, kiedy telefon znajdujący się pod moją głową zaczął wibrować. SMS. Harry.
„Do zobaczenia jutro, Skarbie Xx”
Treść wiadomości, nie wywołała uśmiechu na mojej twarzy. Fakt, że jutro zostaję w domu całkiem sama mnie nie zdziwił. Kolejne spotkanie biznesowe mamy, ale myśl, że on może ponownie się tu zjawić była daleka od przyjemnych. Nie chciałam go tu.
***
Nieprzyjemny chłód z samego rana, zmotywował mnie do tego, aby wstać z ciepłego łóżka i zamknąć okno. Pogoda była dziś wyjątkowo nieładna. Stałam chwilę przy oknie obserwując sąsiadów, jednak, kiedy do moich nozdrzy dotarł zapach świeżo parzonej kawy, niemalże w sekundzie okleiłam się od okna. Moje stopy bez problemu odnalazły drogę do kuchni. Ciepłe tosty. Gorąca kawa. Albo mi się wydaje, albo po 17 latach moja mama zaczęła uświadamiać sobie na czym polega macierzyństwo. Musiała niedawno wyjść, zostawiając po sobie jedynie karteczkę z wiadomością, że wróci w nocy. Nic nowego. Usadowiłam się na stołku, powoli przeżuwając każdy kęs. Muszę przyznać, że moja mama się spisała. Dzwonek do drzwi. O nie! Dlaczego on musi zjawiać się tak wcześnie rano. Nie wstałam. W głębi duszy modliłam się, żeby po prostu sobie poszedł, ale moje marzenia miały się nijak do rzeczywistości. Wyprostowałam się i ruszyłam w stronę drzwi. Uchyliłam je lekko, mając nadzieję, że może moja mama po prostu czegoś zapomniała. A jednak. Burza ciemnokasztanowych loków, koryta kapturem granatowej bluzy wyłoniła się z za uchylonych drzwi.
-Cześć skarbie.- Pochylił się i lekko cmokną mój policzek. Cały czas stałam w tym samym miejscu, chowając resztę swojego ciała za drzwiami.
-Mogę wejść? Trochę tu marznę.- jego głos wyrwał mnie z chwilowego otępienia. W głowie szukałam jakiejś sensownej wymówki, żeby bardzo delikatnie go spławić, jednak moja inteligencja w tej chwili zawiodła. Otworzyłam drzwi, pozwalając tym samym wejść brunetowi do środka. Nie czekając ściągnął buty i odwrócił się w moją stronę. Jego pożądliwy wzrok spoczął na moim pół nagim ciele. Drobne figi i przy duży T-Shirt, definitywnie nie był to strój, w którym pokazałabym się komukolwiek. A w szczególności Harremu.
-Daj mi sekundkę.- wymamrotałam bardziej do siebie niż do niego,usłyszałam jego stłumiony chichot zanim całkiem zniknęłam za drzwiami mojego pokoju. Nie mogłam uwierzyć w to, że zostawiłam go tam samego, jednak chęć ukrycia mojego obnażonego ciała zwyciężyła. Naciągnęłam na siebie jasne jeansy i bluzę, czym prędzej wybiegając z pokoju. Byłam pewna, że jeszcze nigdy nie ubierałam się w takim tempie. Wychyliłam się zza ściany, obserwując Harreg’o. Ciepłe ciałko Bethany bezkarnie spoczywało na jego kolanach, podczas gdy on jakby nigdy nic dokańczał mojego tosta. Wyglądał bardzo… normalnie. Odchrząknęłam znacząco, kiedy całkiem wyłoniłam się zza ściany, wchodząc do kuchni. Ciepły uśmiech okraszony dołeczkami wkradł się na jego usta. Przyglądałam mu się z zaciekawieniem. Loki, poskręcane w małe rureczki. Były jeszcze lekko wilgotne. Pewnie złapał go deszcz. Fioletowe sińce pod oczami znów przykuły moją uwagę, chyba zauważył co jest moim punktem zainteresowania, gdyż po chwili odwrócił głowę.
-Ymm, więc co Cię sprowadza?- starałam się brzmieć naturalnie, jednak byłam tak spanikowana, że nie wyszło to najlepiej.
-Ty.- jego odpowiedź była, krótka i jasna. Zastanawiałam się co mam powiedzieć, jednak Harry znów zaczął mówić.
-Kino jak mniemam Cie nie odpowiadało, więc zabieram Cię do innego miejsca dziś wieczorem.- nie, nie, nie. Przymknęłam oczy żeby móc się skoncentrować i ułożyć sensowne zdanie.
-Ja… ja jestem Ci bardzo wdzięczna, za to, że mi pomogłeś wtedy w parku, ale nie wiem czego ty ode mnie oczekujesz.- powiedziałam na jednym wydechu, kierując pełne obawy spojrzenie w stronę Harreg’o. Uśmiechnął się lekko, i wstał z miejsca, jednocześnie odstawiając Bethany z powrotem na ziemię. Podszedł bliżej i lekko pochylił się w moją stronę.
-Do zobaczenia o 19.00, Em.- cmoknął mój policzek i wyszedł z domu. O nie !


!!!

Aaaaaa chciałabym Wam baaardzo podziękować za komentarze i wyświetlenia :D Zmotywowaliście mnie do napisania kolejnej część, dlatego już dziś pojawi się rozdział 5 :D Dzięki za wszystko <33 ^.^

czwartek, 15 sierpnia 2013

Rozdział 04.

3 kom=next :)
Wasze komentarze motywują do dalszej pracy.
~-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
            „Strach przed imieniem zwiększa tylko strach przed tym kto je nosi…”
Każda komórka mojego ciała wręcz drżała, przez wszechogarniającą i dominującą obecność Harreg’o.  Cała podróż minęła w całkowitej ciszy, byłam wdzięczna Bogu, że brunet  nie wdawał się w zbędną rozmowę ze mną. Sam fakt, że siedzi zaraz obok mnie w samochodzie, był dla mnie stresujący.
-Jesteśmy.
Kino. W głębi duszy byłam mu wdzięczna za wybór miejsca. Moje obcasy stukały o krzywo poukładane płytki chodnika, prowadzącego do wejścia. Zanurkowałam dłońmi do kieszeni marynarki, co wyraźnie podirytowało Harreg’o. Nie powinien się dziwić, nie chciałam tu być.Jego ręce luźno zwisały po obu stronach wysokiej sylwetki . Ciemne, wąskie spodnie podkreślały jego długie nogi. Wyglądałam przy nim trochę jak gnom irlandzki. Przeciętna uroda, niezbyt zgrabna sylwetka.
-Odwieź mnie z powrotem.- słowa same wydostały się z moich ust. Nie kontrolowałam tego. Moje ciało spięło się na samą myśl o reakcji Harreg’o. Jego sylwetka zatrzymała się parę kroków dalej. Jakbym miała uciekać, na pewno dałoby mi to jakąś przewagę. Odwrócił się. Nie wyglądał na zadowolonego. Jego twarz przybrała orientalne rysy, włosy lekko opadły na czoło, ale zdążył je okiełznać, zanim dokładnie im się przyjrzałam. Podszedł, moje szanse, na jakąkolwiek ucieczkę z każdą chwilą malały. Chciałam coś powiedzieć, jednak zostałam ogłuszona parą oczu, spoglądających na mnie z góry. Były prawie w kolorze nefrytu. Powiedzieć „piękne”, to zdecydowanie za mało. Jego szczęka była mocno zaciśnięta, kiedy mi się przyglądał. Wzrokiem podążałam po całej jego twarzy. Długi, ale zgrabny nos, brzoskwiniowe policzki, czarne rzęsy, którymi oprawione były szmaragdowe tęczówki, pełne, malinowe usta. Nigdy nie przyglądałam się innym chłopcom z taką dokładnością, ale bez zastanowienia mogę powiedzieć, że uroda Harreg’o była niebanalna. Był naprawdę ładny. Nie zauważyłam, kiedy moja ręka znalazła się Nawego policzku. Skarciłam się za to i niezgrabnym ruchem cofnęłam dłoń. Dalej był zły. Nie mogłam opisać mojego szczęścia, i zdziwienia  za razem, kiedy ruszył w stronę samochodu. Otworzył mi drzwi i czekał aż podejdę. Szybko ruszyłam w stronę samochodu, mając na uwadze to, że w każdej minucie może zmienić swoje zdanie. Usadowiłam się na siedzeniu. Wdech i wydech. Mój oddech był nieregularny. Nie dziwiłam się samej sobie. Podążałam wzrokiem za sylwetką chłopaka, który okrążał samochód aby po chwili usiąść za kierownicą. Bałam się. Ruszył. Samochód wolno poruszał się po drodze, podczas gdy ja męczyłam się z wyrzutami sumienia. Dlaczego?
Kiedy tylko dojechaliśmy, jak najszybciej wysiadłam z samochodu chcąc jedynie uniknąć palącego wzroku Harreg’o. Bez wahania ruszyłam w stronę domu, nie zdążyłam uporać się z kluczami, kiedy poczułam gorący oddech na szyi.
-Do zobaczenia, Em.
Cholera !


środa, 7 sierpnia 2013

Rozdział 03.

Moja poranna toaleta odbyła się w ślimaczym tempie. Korzystając z wolnej soboty, mogłam pozwolić sobie na spanie do 12.00, co niezmiernie ucieszyło mój organizm. Leniwym ruchem otworzyłam szafę w poszukiwaniu jakiegoś odpowiedniego stroju, jednak skończyło się na czarnych legginsach i przy dużej bluzie z bohaterami mojej ulubionej kreskówki. Zaśmiałam się, kiedy podeszłam do lustra. Ciemne włosy, sterczały w dziwnych kierunkach, lecz kiedy próbowałam je trochę okiełznać, przynosiło to zupełnie odwrotny efekt. Powoli zaczęło mnie to irytować. Westchnęłam głęboko, zanim upięłam włosy w niedbały kok. Opuściłam pokój, zamykając za sobą drzwi. Cisza, która panowała w domu, była przytłaczająca. Kiedy mieszkałam z tatą, dom wypełniały nasze gromkie śmiechy, a teraz… Codziennie rano i wieczorem zastaję pusty dom, bo moja mama jest zbyt pochłonięta rozwijaniem swojej kariery zawodowej. Usiadłam przy kuchennym stole z kubkiem kawy w dłoni. Mój wzrok skanował kolejne strony ulubionej książki. Gorąca ciecz, paliła mój przełyk coraz bardziej z każdym kolejnym łykiem, ale nie przejmowałam się tym za bardzo, będąc zbyt pochłonięta czytaniem powieści. Stopy okryte różowymi kapciami wesoło zwisały z wysokiego krzesła, podczas gdy ja zagłębiałam się w dalsze losy bohaterów. W mieszkaniu rozległ się dzwonek do drzwi. Czułam się niemal jakby moje mięśnie ogłosiły strajk, kiedy pierwsza próba podniesienia się z krzesła okazała się nieudana. Leniwym ruchem wstałam ze stołka i szurając kapciami doszłam do drzwi. Moja drobna dłoń spoczęła na klamce a drewniana bariera się uchyliła. Jesienny wiatr przyjemnie otulił moje ciało, kiedy drzwi całkiem się otworzyły.
-Hej Skarbie.-jego filuteryjny sposób mówienia oszołomił mnie bardziej niż sam fakt, że krajobraz jego torsu okryty jedynie koszulką rozciąga się przed moimi oczami. Harry.
-Cześć… Harry – rzuciłam lekko zestresowana jego obecnością. Odniosłam wrażenie, że moje zmieszanie bardzo go bawiło. Dopiero w dziennym świetle byłam w stanie zobaczyć dołeczki, którymi okraszony był jego uśmiech. Nachylił się aby cmoknąć mnie w policzek. Mój refleks tym razem mnie nie zawiódł. Odwróciłam głowę, unikając intymniejszego kontaktu z ustami Harreg’o. Zaśmiał się cicho w odpowiedzi na mój chaotyczny ruch. Nie czekał na zaproszenie, kiedy odwróciłam głowę stał w kuchni bez butów skanując wzrokiem każdy centymetr kwadratowy pomieszczenia. Czuł się bardzo swobodnie. Moje zdenerwowanie było w tamtym momencie bardziej niż widoczne. Nie byłam nawet w stanie ułożyć żadnego sensownego zdania. Powolnym ruchem weszłam do kuchni. Oparłam się biodrem o kant blatu, jednocześnie unosząc wzrok. Piękne, szmaragdowe oczy Harreg’o spoczęły na mojej twarzy. Ani trochę nie przypominał chłopaka z poprzedniego wieczoru. Jedyne co mnie zaciekawiło to fioletowe cienie pod jego oczami. Wyglądał na wyspanego. 
-Czego chcesz?- starałam się nie brzmieć tak bezuczuciowo, jednak ton w jakim się do niego zwróciłam zaskoczył mnie samą. Mały uśmiech jak na zawołanie znikną z jego twarzy. Wyglądał jakby był zdziwiony moją reakcją. 
-Chcę Cię gdzieś zabrać. Dziś wieczorem.- powiedział tonem nie znoszącym sprzeciwu. 
-Wesz, ja… ja naprawdę…- szukałam w mojej głowie odpowiednich słów jednak nie udało mi się to.
-Będę o 19.00. Ubierz się … ładnie.- jego ciało znalazło się blisko mojego. Nie miałam pojęcia dlaczego jego obecność sprawia, że zupełnie tracę zmysły. Wykorzystał chwilę mojej nieuwagi i musną swoimi ustami mój policzek. 
-Nie zapomnij za mną zamknąć.- usłyszałam jego głos zanim zatrzasną drzwi. O 19.00. Nie kontrolowałam swojego oddechu. Moja klatka miarowo unosiła się i opadała. Zaczęłam się zastanawiać czy nasze spotkanie będzie można nazwać randką. Jeżeli tak. To nie za dobre pierwsze doświadczenie z tym tematem. 
***
Przeczesałam palcami, jeszcze mokre włosy. Mój kręgosłup uginał się pod ciężarem starej, i na pół siwej Bethany. Mruknęła zawijając swoje grube ciałko w coś co na kształt przypominało koło. Zwaliłam ją z siebie, podnosząc się z wygodnego łóżka. Ugh 18.00. Przez moment zaczęłam się zastanawiać, czy to na pewno dobry pomysł, żeby przystać na propozycję Harreg’o. Chwyciłam ubrania, które wcześniej przygotowałam i zniknęłam za drzwiami łazienki. 
Usłyszałam dźwięk parkowanego samochodu po drugiej stronie ulicy, kiedy pakowałam telefon i portfel do torebki. Naciągnęłam na siebie kremową marynarkę dopełniającą strój i zbiegłam ze schodów. Wdech i wydech. Otworzyłam drzwi. Moim oczom ukazała się wysoka sylwetka Harreg’o.
-Hej Skarbie.- Jego usta wygięły się na kształt półksiężyca. 
-Cześć Harry. 
Niespiesznie zamykałam drzwi na klucz, kiedy staliśmy już na zewnątrz. Jak na siłę próbowałam opóźnić moment kiedy ja i Harry znajdziemy się po raz kolejny sami w jego samochodzie. Schowałam klucze do torebki, i zanim zdążyłam się zorientować moja dłoń była schowana w dużo większej dłoni Harrego, kiedy prowadził mnie do swojego samochodu. 

sobota, 3 sierpnia 2013

Rozdział 02.

Chciałam przeprosić was za długą przerwę, i za to że ten rozdział będzie dość krótki, jednak kolejne będą dłuższe. Udostępniłam także dodawanie komentarzy dla anonimowych, więc zapraszam do komentowania.
3 komentarze=next :)
~-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jego knykcie były białe, kiedy mocno zaciskał palce na kierownicy. Uśmiechną się pod nosem gdy poczuł na sobie mój wzrok, jednak nie spuszczał wzroku z drogi. Podczas gdy jego auto szybko poruszał się po drodze, w samochodzie panowała kompletna cisza, nie licząc momentu, w którym podałam mu swój adres, kiedy spytał się gdzie ma jechać. Niedługo potem samochód zatrzymał się przy moim domu. Nie czekając ani chwili, sięgnęłam ręką aby odpiąć pas, jednak nie dało mi to całkowitej wolności. Moja twarz nabrała skoncentrowanego wyrazu, kiedy zdałam sobie sprawę że drzwi są zamknięte. Podążałam wzrokiem za umięśniona sylwetką chłopaka, który okrążał samochód, aby po chwili otworzyć mi drzwi. Zlekceważyłam to jak wyciągnął do mnie dłoń, kiedy wysiadałam. Kąciki jego ust uniosły się do góry, bardzo rozbawił go mój sprzeciw. Zaśmiał się w odpowiedzi na to gdy w swoim zdesperowanym stanie niemal nie zaliczyłam bliskiego spotkania z asfaltem, niezdarnie próbując dostać się do drewnianych drzwi domu. Były w tym momencie jedyną barierą, która mogłaby odgrodzić mnie od chłopaka. Moje dłonie drżały, kiedy próbowałam wymacać klucze w kieszenie mojej bluzy. Pęczek kluczy, który do niedawna spoczywał w kieszeni, z hukiem opadł na ziemię gdy poczułam ciepły oddech tuż przy moim uchu. 
-Do zobaczenia, Em.-cichy szept chłopaka wywołał dreszcze na całym moim ciele. Odwróciłam głowę i zobaczyłam jak czarny samochód chłopaka znika za rogiem. Odetchnęłam głęboko, podnosząc klucze z ziemi. Niedługo potem znalazłam się w moim pokoju.
***
Zgasiłam lampkę nocna mocniej otulając swoje ciało kocem, przybierając odpowiednią pozycję do spania. Moje ciało przyjemnie rozluźniło się gdy leżałam pośród ciepłej pościeli. Błoga cisza, została przerwana przez dźwięk dochodzącego SMS’A. Mruknęłam niezadowolona skanując pokój w poszukiwaniu telefonu. Sięgnęłam ręka do małego stoliczka stojącego przy łóżku, by po chwili przenieść go przed swoją twarz. Nowa wiadomość. Nieznany numer. Zastanowiłam dwa razy, zanim ostatecznie zdecydowałam się nas cisnąc przycisk „Wyświetl”.
„Dobranoc. Harry XX”
Nie miałam wątpliwości, że pod tym imieniem krył się lokowaty chłopak, który definitywnie, wywoływał u skrajne emocje. Opadłam całym ciałem na łóżko, okrywając się kocem. Usłyszałam jak moja mama, wróciła z pracy kiedy drzwi wejściowe zamknęły się ze znajomym trzaśnięciem. Niedługo potem zasnęłam.

poniedziałek, 22 lipca 2013

Rozdział 01.

Londyn. Zatłoczone ulice, ludzie pogrążeni w monotonnej rzeczywistości, która powoli zaczynała mi się udzielać. Podkuliłam nogi pod brodę, mocniej napierając plecami na małą drewnianą ławkę. Lubiłam tu przychodzić. Wszystkie problemy nagle odchodziły w zapomnienie razem z wiatrem, który przyjemnie ochładzał moje ciało. Odwróciłam gwałtownie głowę, gdy usłyszałam głośne krzyki grupki nastolatków, opuszczających miejscowy klub po jak mi się wydawało, udanej imprezie. Nigdy nie lubiłam takich miejsc. Lejący się litrami alkohol i ledwo trzeźwe towarzystwo definitywnie mi nie odpowiadało. Mój wzrok wytężył się gdy ujrzałam męską posturę, idącą stosunkowo szybkim krokiem w moją stronę. Podniosłam się, natychmiastowo obierając sobie za cel zupełnie inny kierunek. Raz co raz potykałam się o swoje własne nogi, kiedy niemalże w desperacji próbowałam zwiększyć tempo swoich kroków. Moje ciało zadrżało, kiedy silny uścisk na moim nadgarstku uniemożliwił mi wykonanie jakiegokolwiek ruchu. Nie minęło kilka sekund a uścisk na moim nadgarstku się poluzował. Krótkie, urywane oddechy wymykały się z moich ust, podczas gdy zbierałam w sobie odwagę aby podnieść wzrok. Moim oczom powoli ujawniały się kolejne zarysy męskiej sylwetki. Orientacyjnie zrobiłam krok w tył, gdy w całości ujrzałam przed sobą męską posturę. Jego wzrok spoczywał na drobnej sylwetce młodego chłopaka za mną, który definitywnie nie miał wobec mnie miłych zamiarów.
-Odsuń się.-zachrypnięty głos chłopaka został skierowany do postaci za mną, której już po chwili nie było na miejscu. Stałam jak osłupiała, nie będąc w stanie nic z siebie wydusić. Ogromna gula w moim gardle jakby blokowała słowa, które chciały się wydostać. Moje ciało odmawiało posłuszeństwa, kiedy w mojej głowie toczyła się walka o to jak powinnam się zachować.
-Jak masz na imię, skarbie?- Jego niski bas kolejny raz zabrzmiał w mojej głowie. Chłopak cały czas stał w miejscu, jego lewa ręka zanurzona była w przedniej kieszeni ciemnych spodni podczas gdy prawą odgarnął niesforny kosmyk włosów z czoła. Mimo panującego mroku byłam w stanie dostrzec burzę ciemnych loków na jego głowie. 
-E…Em.
- Chodź, odwiozę Cię do domu.- Machnął ręką na znak abym poszła za nim. Byłam w stanie dostrzec mięśnie na jego plecach, kiedy się odwrócił i postawił pierwsze kroki przed siebie. Biała koszulka zdawała się kochać jego ciało. Jego szybkie kroki znacznie zwolniły, kiedy spojrzał za swoje ramię i zobaczył, że moja sylwetka nie podąża jego śladem. Gwałtownie zatrzymał się w miejscu, obdarzając moją przerażoną posturę zimnym spojrzeniem.  Bąknął coś pod nosem, po czym jeszcze raz odwrócił wzrok w moją stronę. Nie byłam w stanie się ruszyć. Moje kończyny były jak sparaliżowane. Dolna warga drżała ze zdenerwowania, co nie umknęło jego uwadze, kiedy zrobił krok w moją stronę. Ręka  chłopaka wyciągnięta była w moją stronę. Głębokie westchnięcie nie umknęło moim uszom podczas gdy stałam dalej w tej samej pozycji. Chwyciłam drżącymi dłońmi rękawy bluzy, mocniej ją naciągając poczym zrobiłam krok w przód, dorównując chłopakowi. Odetchnął jakby z ulgą i ruszył dalej. Mój strach pękł jak bańka mydlana, kiedy niepewnie ruszyłam za nim. Zwolnił tempo, kiedy zauważył jak trudno mi za nim nadążyć. Jeden jego krok na trzy moje..  Szliśmy obok siebie. Dopiero teraz byłam stanie zauważyć dominujący wzrost chłopaka. Sięgałam mu zaledwie do ramienia. Moje dłonie nerwowo bawiły się telefonem, kiedy kontynuowaliśmy nasz „spacer” wzdłuż jednej z parkowych uliczek. Jego nerwowy wzrok od kilku chwil spoczywał na moich dłoniach. Posłusznie oddałam mu swój telefon kiedy wyciągnął swoją dłoń w moim kierunku. Wydaje mi się, że po prostu chciałam uniknąć jakiejkolwiek konwersacji z nim i to było powodem braku jakiegokolwiek oporu z mojej strony, kiedy niemo poprosił o mój telefon. Oddał mi go chwilę później. Jednak nie zdążyłam nawet zorientować się co zrobił, gdyż moim oczom ukazał się czarny Van. Drzwi do samochodu otworzyły się kiedy po tym jak chłopak nacisnął przycisk na  pilocie. Nie oponowałam za bardzo, kiedy otworzył drzwi od strony pasażera i delikatnym gestem zaprosił mnie abym zajęła miejsce w samochodzie.  

niedziela, 21 lipca 2013

Powitanie + Prolog

Hej :) Więc bez zbędnych przeciągań, to jest mój drugi blog. !! Inspiracja NIE była czerpana z "Dark" !!
 Zaczynajmy :) 
_________________________________________________________________________________
Życie 18-letniej Em znacznie się zmienia po śmierci ojca, króry wychował nastolatkę. Dziewczyna zostaje zmuszona do tego, aby z małego miasteczka przeprowadzić się do Londynu, gdzie mieszka jej matka. Em usułuje zapomnieć o swojej przeszłości, jednak zmienia się nie do poznania w ogromnej metropolii. Odcięta od świata i jakich kolwiek przyjaciół dziewczyna spotyka Harrego. Uda im się ? Czy Harry dowie się o chorobie Emily ? Dowiesz się czytając "Let me be your new life" Zapraszam :)